Jakieś reakcje?

- Kilka telefonów z wyzwiskami. SMS "wychowałeś pedała". Znajomy mówił, że Telewizja Trwam pokazała ten plakat z komentarzem, że źle wychowałem syna i dlatego został gejem.

Boli?

- Nie tak bardzo jak myślałem.

Pan to zrobił dla Kuby?

- Dla siebie. Wyłącznie.

Kuba nie ma ze swoim gejostwem najmniejszego problemu. Jest szczęśliwym człowiekiem. Wykonał coming out pięć lat temu i się wyzwolił. A ja - nie do końca.

Kiedy zadzwonili z Kampanii przeciwko Homofobii z propozycją, żebym wziął udział w akcji "Rodzice, odważcie się mówić", powiedziałem najpierw "nie". A potem pomyślałem, że to świetna okazja, żeby wyjść ze strefy niedomówienia.

Niedomówienia?

- Wyzwolić się z tego obsesyjnego myślenia, sieci podejrzliwości. Wiedzą? Nie wiedzą? Udają, że nie wiedzą? A może szepczą za moimi plecami? Wydawało mi się, że cała Warszawa w kółko rozmawia o sprawach gejowskich. Kombinowałem, co zrobię, jeśli po nagraniu w radiu albo po próbie w teatrze temat rozmowy zejdzie na przykład na związki partnerskie. Albo jeśli ktoś użyje przy mnie słowa "pedał". Dam w mordę? Krzyknę: "A mój syn też!"? Teraz - kiedy Kampania rozwiesiła plakaty z naszym wspólnym zdjęciem - sprawa jest jasna: Władysław Kowalski ma syna geja i jest z niego dumny.
Pozostało 94% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej