Przed szarym gmachem Volks-buehne kłębił się tłum. W stronę świecącego na dachu jak latarnia neonu "Ost" ("Wschód") płynęła ekstrawagancko ubrana rzeka: studenci, punki, artyści wszelkiej maści, czerwone włosy, dredy, skórzane kurtki i kolczyki. Pod teatrem mieszali się z elegancką, pachnącą pub-liką, która podjeżdżała mercedesami i oplami na zachodnich numerach.

Gdy kurtyna poszła w górę, stało się jasne, że to nie będzie zwyczajny "Król Lear", ale masakra Szekspira. Na pochylonej scenie stały trzy wiadra symbolizujące trzy części królestwa.
Pozostało 98% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej