Rozmowa powoli zmierzała do końca. Członkowie komisji zamiast dręczyć kandydata dalszymi pytaniami zaczęli żartować. Facet najwyraźniej przypadł im do gustu. Jego CV robiło wrażenie. Wypowiadał się bardziej przekonująco od konkurentów, sypał pomysłami jak z rękawa. Co więcej, rozumiał, że korporacja nie zapłaci mu "na wejściu" dużych pieniędzy.

- OK. Zawiadomimy, czy mamy dla pana etat, do końca tygodnia - powiedział gość w okularach. - Proszę jeszcze tylko przed wyjściem zajrzeć do biura na parterze. Zrobią tam panu trochę zdjęć. No i - mam nadzieję - do zobaczenia - mężczyzna uśmiechnął się szeroko.

- Mam złą wiadomość - zadzwoniła pół godziny później sekretarka. - Kandydat, który tak się wam podobał, ma wyraźne skłonności do depresji. Nie da się określić, jak często na nią zapada, ale nasi skanerzyści ostrzegają - jego mózg nie wygląda dobrze.
Pozostało 97% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej