Zrobiła takie zdjęcie: kobieta w szoferce traktora, wyciągnęła nogi przez okno i śpi. To musiał być jeden z PGR-ów, dokąd jeździła na zlecenia. To zostało wydrukowane, były lata 50., ale nikt nic jej za to nie zrobił. Była taką osobą - wspomina fotoreporter Jerzy Gumowski - której wiele rzeczy uchodziło.

Zapomniana, z małym hasłem w Wikipedii, bez porządnej monografii. Irena Jarosińska, fotoreporterka i autorka fotografii artystycznej, partnerka życiowa znanego malarza i fotografika Zbigniewa Dłubaka, wychodzi z cienia. Miała znakomitych przyjaciół, jak malarze Henryk Stażewski, Maria Ewa Łunkiewicz-Rogoyska, Erna Rosenstein, miała wybitnych uczniów, choć nigdy nie pracowała w żadnej akademii ani szkole plastycznej. Przez kilka dekad, od lat 50. do 90., była obecna w życiu artystycznym i towarzyskim. Jej niewielka wystawa trwa w Domu Spotkań z Historią w Warszawie, zorganizowana przez Ośrodek Karta, dokąd trafiło jej archiwum, 40 tys. zdjęć, z czego trzy czwarte to negatywy, reszta autorskie odbitki.
Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej