Jest 10 rano. Niebo bezchmurne. Promienie słoneczne skrzą się na świeżym śnieżnym puchu pokrywającym zaspy na poboczach ulic. W drugiej połowie marca to nieczęsty widok w Karpaczu, ale przed tygodniem spadło w Karkonoszach wyjątkowo dużo śniegu.

Z Domu Zagranicznej Turystyki Młodzieżowej wychodzi kilkunastu turystów. To młodzi przodownicy pracy z okręgu kujbyszewskiego w Związku Radzieckim, robotnicy i nauczyciele. Wyjazd na dwa tygodnie do Polski jest nagrodą za wybitne wyniki w pracy. To 28 osób, w tym 19 dziewcząt. W Karpaczu są od dwóch dni. Dziś radziecka wycieczka podzieliła się na dwie grupy - jedna wybrała zwiedzanie miasta, druga, nieco większa, postanowiła iść w góry.

Prosto z Domu Turystyki Zagranicznej radzieccy turyści idą w stronę wyciągu krzesełkowego na Kopę. Prowadzi ich opiekun z Warszawy Stefan Wawryniuk. Na wyprawę w góry mogą przeznaczyć zaledwie cztery godziny, o 14 czeka na nich obiad. Cała ta wyprawa, w zamierzeniu nieobeznanych z górami młodych Rosjan i ich warszawskiego przewodnika, ma być jedynie spacerkiem do wyciągu, wjazdem na Kopę i po chwili podziwiania widoków zjazdem. Dziewczęta mają na sobie lekkie płaszczyki, wiosenne pantofelki, niektóre nawet na wysokich obcasach.
Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej