Na styku cyberkultury i swobód obywatelskich dzieje się ostatnio tak dużo ważnych rzeczy, że nie mogę tego nie skomentować. Problem w tym, że prowadzą one do sprzecznych wniosków.

Równie łatwo dziś znaleźć argumenty na uzasadnienie tezy: "Nowe technologie odbiorą nam wolność", jak i na uzasadnienie tezy: "Nowe technologie nas wyzwolą". Najlepiej przedstawię obie tezy z uzasadnieniem - pozostawiając werdykt czytelnikom.

Wersja optymistyczna: nowoczesne wynalazki, jak komórka, laptop czy internet, bez wątpienia przydały się opozycjonistom czy to z placu Tahrir w Kairze, czy to z parku Zuccottiego w Nowym Jorku. Organizatorzy manifestacji porozumiewali się, korzystając z serwisów społecznościowych, a akty przemocy ze strony policji niemal natychmiast były dokumentowane i transmitowane na cały świat.

Wobec uczestnika manifestacji uzbrojonego w nowoczesny, inteligentny telefon komórkowy policja jest praktycznie bezradna. Nie wystarczy po prostu skonfiskowanie urządzenia, zniszczenie karty pamięci i wtrącenie demonstranta za kratki.
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej