Detektyw Krzysztof Rutkowski na zdjęciach
Espelanda
10 sierpnia 2005 Krzysztof Rutkowski zatrzymuje w restauracji Esplanada Andrzeja Jaroszewicza i jego wspólnika Alberta B. Mieli wymusić haracz od łódzkiego biznesmena Marka G. Tak przebieg akcji opisywali dziennikarze "Gazety Wyborczej":
Detektyw urządza zasadzkę w centrum Łodzi w ogródku luksusowej restauracji.
Daje sygnał:
- Atakujemy! Bomba, bomba, bomba!!!
I są bomby, bo ludzie Rutkowskiego odpalają petardy hukowe. Turyści w panice uciekają z piwnych ogródków do bram. Faceci w kominiarkach rzucają się na domniemanego oszusta.
Detektyw triumfuje:
- Myślałeś, że do końca życia będziesz się woził za cudze pieniądze?!
Policja jest wstrząśnięta. - Tak nie zatrzymuje się nawet najgroźniejszych bandytów. Gdyby ktoś z przechodniów miał słabe serce, zmarłby na zawał. To nie Dziki Zachód - mówią w mediach funkcjonariusze.
W listopadzie zapadł wyrok w tej sprawie: Zarówno Jaroszewicz, jak i jego wspólnik Albert B. zostali uniewinnieni.











