Wciąż śnią mi się koszmary

Irmina
2010-11-23, ostatnia aktualizacja 2010-11-23 12:39

Zwracam się do partnerów życiowych alkoholików i alkoholiczek - jeśli nie macie dzieci i odpowiada Wam życie z pijakiem pod jednym dachem, to w porządku. Ale jeśli macie dzieci, błagam, nie skazujcie ich na codzienny koszmar rozgrywający się w domu, który powinien być azylem, a nie miejscem strachu i nieprzespanych nocy, marzeń o śmierci, żalu do Boga i do Was

ZOBACZ TAKŻE
Jaką cenę płacę za alkoholizm mojego ojca? Wszystkie skutki wymienione w "Gazecie" po pytaniu o cenę za alkoholizm rodziców, dotyczą mnie. Można doliczyć jeszcze koszmary senne, które zdarzają się mimo upływu czasu. Śnią się mi naprzemiennie dwa sny. Oto jeden z nich: Idę po schodach do mieszkania. Cały czas skrzypią w mojej głowie. Słyszę jak ktoś podąża za mną. Przyspieszam i biegiem wpadam do domu. Staram się zamknąć drzwi na oba zamki. Przekręcam najpierw jeden, potem druki zamek. Sprawdzam, czy drzwi na pewno są zamknięte. Niestety otwierają się. Znów zamykam i znowu sprawdzam. One znowu się otwierają! Serce wali mi jak młot, bo słyszę zbliżające się kroki tego kogoś i czuję się jak w potrzasku. Budzę się zlana potem.

Drugi sen: Siedzę z mamą i bratem w pokoju. Rozmawiamy o jakichś mało ważnych rzeczach. Nagle w pokoju widzę mojego ojca. Wiem, że on nie żyje, ale widzę go i czuję, że on jest naprawdę. We śnie zastanawiam się, czy przypadkiem nie wydawało mi się, że on umarł. Może to mi się tylko śniło? Jestem zdruzgotana tym, że on jest z nami, że koszmar znowu będzie trwać. Tak się cieszyłam, że on wreszcie umarł.

Jestem po trzydziestce. Mój ojciec alkoholik nie żyje od dziesięciu lat, a ja nadal borykam się z własnym dzieciństwem. Interesuję się od dawna psychologią. Kiedyś przyjaciółka przyniosła mi artykuł o DDA. Przeczytałam i wszystko stało się dla mnie jasne. Zaczęłam sporo czytać. Udałam się nawet do psychologa, bo w pewnym momencie nie dawałam sobie już rady. Uważam, że nikt po traumie dzieciństwa w patologicznej rodzinie, nie jest w stanie poradzić sobie sam.

Dopiero od niedawna zaczynam dostrzegać piękno życia. Już nie uciekam od bliskich mi ludzi, nie udaję twardziela w każdej sytuacji. Nareszcie potrzebuję przytulenia się do męża. Już wiem, że nie zawsze muszę wszystko zrobić idealnie, że mogę sobie pozwolić na niedoskonałości. Wiem, że nie mogę zawsze liczyć na akceptację wszystkich, zwłaszcza przełożonych. Nie muszę zabiegać o sympatię wszystkich ludzi. Staram się nie udawać kogoś tylko po to, by ktoś mnie polubił.

Całe życie świetnie grałam różne role, manipulowałam ludźmi czas zupełnie bezwiednie. Teraz rozumiem, że można osiągać różne cele uczciwie. Zdaję sobie sprawę, że gonitwa za pieniędzmi nie zrekompensuje mi utraconego dzieciństwa. Wiem też, że muszę nauczyć się podejmowania ważnych decyzji. Na razie jeszcze tego nie potrafię, bo nie wiem, czego właściwie chcę. Już nie postrzegam w dobrych relacjach z mężem jakiegoś podstępu losu. Nie czekam, aż coś się zepsuje, nie myślę, że szczęście zawsze musi być opłacone łzami i bólem. Nie płaczę z nerwów, gdy mąż nie wróci na czas do domu, nie doszukuję się w nim cech mojego ojca. Wierzę mu nareszcie, że wypicie piwa od wielkiego dzwonu nie oznacza alkoholizmu.

Jednocześnie mam w sobie dużo więcej siły i świadomość, że mam prawo jasno komunikować swoje potrzeby. Nie boję się "apokalipsy", gdy mówię mężowi, że coś mi nie odpowiada. Nawet, jeśli on się obruszy, nie postrzegam tego jako koniec świata. Jestem świadoma, że nawet, jeśli coś nie ułożyłoby się między nami, dałabym sobie radę sama i nie przeraża mnie ta myśl. Nie jestem z nim dlatego, że czuję się uzależniona. Jestem z nim z wyboru.

Na końcu chciałabym dodać coś ważnego. Zwracam się do partnerów życiowych alkoholików i alkoholiczek - jeśli nie macie dzieci i odpowiada Wam życie z pijakiem pod jednym dachem, to w porządku. Ale jeśli macie dzieci, błagam, nie skazujcie ich na codzienny koszmar rozgrywający się w domu, który powinien być azylem, a nie miejscem strachu i nieprzespanych nocy, marzeń o śmierci, żalu do Boga i do Was. Do dziś mam żal do mamy za to, że mimo listów, jakie jej pisałam prosząc o wyprowadzenie się z domu, trwała przy moim ojcu. I ten nakaz milczenia - "nie mów nikomu, co się dzieje w domu". Czasami trudno jest odejść - z różnych względów, także finansowych - ale zawsze najtrudniej podjąć decyzję, potem człowiek jest w stanie pokonać wszystkie przeszkody. Zanim zdecydujecie się na setną szansę dla alkoholika, zastanówcie się, jaki bagaż ofiarujecie dzieciom. One zapłacą za to wysoką cenę. Wy - dorośli możecie sobie poradzić z problemami, one są bezbronne.

  • Dodaj komentarz
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    7 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1