Aleksandra Lewińska: Dlaczego w ogóle mówi się o problemach dorosłych dzieci alkoholików, a nie np. o kłopotach dorosłych dzieci rodziców zakompleksionych czy nerwowych?
Barbara Domagała*: Bo inaczej reaguje na ogień w kominku ktoś, komu w ogniu spłonął dom, a inaczej osoba bez takich doświadczeń. Dziecko wychowywane w domu, w którym był uzależniony rodzic, doznało wielu krzywd. Było świadkiem pożaru. I w dorosłym życiu może reagować w sposób niezrozumiały dla otoczenia.
Podam przykład - dorosłe dziecko alkoholika (DDA), które ma silną potrzebę kontroli, będzie obsesyjnie pilnować, by dziecko czy partner przychodzili na czas, rozlicza ich z każdej minuty, nie ufa. To jest uciążliwe nie tylko dla rodziny, ale także dla niego samego. Ale nie umie inaczej. W dzieciństwie jego rodzice nie wywiązywali się ze zobowiązań. I teraz brak kontroli kojarzy mu się z cierpieniem.
Dlatego chce jej mieć jak najwięcej.
By uniknąć bólu. Inny przykład: DDA może mieć problem z odczuwaniem zadowolenia. W dobrym czasie szuka zwiastuna dramatu, który zaraz nadejdzie. Bo w rodzinnym domu tak było. Był czas, kiedy rodzic nie pił i wszystko było dobrze, ale za kilka dni przychodził kryzys. I choć w dorosłym życiu takiego zagrożenia nie ma - no chyba że żyje z uzależnionym partnerem - ten strach zostaje.
Doświadczenia z dzieciństwa w "pijanym domu" można usiłować wypierać. Ale przyjdzie trudna sytuacja, i człowiek znów wchodzi w rolę z dzieciństwa. Jest bohaterem, który bierze na siebie za dużo, albo maskotką, która wszystkich bawi, albo kozłem ofiarnym, który wystawia się na ciosy, albo tzw. dzieckiem mgłą, które stara się być niewidzialne.
W zdrowych rodzinach dzieci też wchodzą w te role.
Zdrowe dziecko je zmienia. Raz się przymila, raz popisuje - to trening umiejętności społecznych. W rodzinie z problemem alkoholowym - ale także w takiej, gdzie jest inny problem, np. bieda, choroba psychiczna czy brak jednego z rodziców - tego treningu nie ma. Dzieci usilnie próbują zwrócić na siebie uwagę.
Jak w większości domów.
Ale w rodzinie dysfunkcyjnej rodzina nigdy nie jest skupiona na dziecku, tylko na problemie bądź próbie ukrycia go. Dziecko zostaje zauważone jedynie, gdy stanie się bohaterem, kozłem ofiarnym czy maskotką. I uczy się, że tak w życiu trzeba. Usztywnia się w tej roli.
Kim jest w "pijanym domu" dziecko bohater?
Przywódcą. Opiekuje się rodziną, broni najsłabszych, doradza. Wspiera trzeźwego rodzica.
A w dorosłym życiu?
Wcześniej był przewodniczącym klasy, teraz np. dyrektorem. Świetnie radzi sobie w pracy. Bo ma za sobą poważny trening umiejętności przydatnych na kierowniczych stanowiskach. Szybko nauczyło się odpowiedzialności, często w wieku kilku, kilkunastu lat podejmowało poważne decyzje.
To w czym problem?
W podporządkowaniu się. Bohater nie dostał w domu bezwarunkowego uczucia, dlatego ciągle go szuka, stara się, rywalizuje z innymi. Wierzy, że jego wartość zależy od tego, jak się spisze. Często popada w pracoholizm. I ma kłopoty w związkach, bo ma przekonanie, że musi zasłużyć na miłość. Żąda nieustannej akceptacji i pochwał od partnera.
Prawda jest jednak taka, że dziecko bohater najlepiej rokuje.
A kto ma najwięcej trudności w dorosłym życiu?
Dziecko mgła. Takie, które nigdy nie wchodziło nikomu w drogę, o nic nie pytało, nie miało pretensji. W domu awantura - a ono układa pod stołem klocki. Tłumi w sobie wszystkie emocje. Wścieka się czy tonie w smutku - nic po nim nie widać. W dorosłym życiu jest uległe. Niczego nie oczekuje, bo myśli, że i tak nie dostanie. Ogranicza świat do własnej, wewnętrznej przestrzeni. Takie osoby są często wykorzystywane - w rodzinie, w pracy - bo godzą się na rzeczy nie do przyjęcia.
Źródło: Gazeta Wyborcza