Wyjście z cienia

Aneta Zadroga, Kraków
2010-11-26, ostatnia aktualizacja 2010-11-26 17:07

Butelki po alkoholu
Butelki po alkoholu
Fot. Aleksander Prugar / AG

Byłam gotowa na wszystko, by sobie wmówić, że komuś na mnie zależy. A on niszczył mnie, zapewniając, że mu zależy

ZOBACZ TAKŻE

Prosimy o listy dorosłych dzieci alkoholików, ich bliskich, znajomych. Jaką cenę płacicie? Strach przed bliskością, odrzuceniem, samotnością, okazywaniem uczuć? Życie w kłamstwie, perfekcjonizm, bieg bez namysłu, manipulowanie ludźmi?
E-mail: listydogazety@gazeta.pl



Magda, 35 lat, nauczycielka, ona DDA, mąż alkoholik, nie pije od roku:

- Z dzieciństwa pamiętam taki obrazek: Ojciec wraca późno do domu. Pijany. Później zaczyna się awantura o to, że pije, nie interesuje się domem i dziećmi. Matka płacze, on klnie i zataczając się, próbuje rozmawiać ze mną i z moim starszym bratem. Kiedy uciekamy do swojego pokoju, wścieka się jeszcze bardziej niż na mamę, zaczyna wyzywać mnie od gówniar i suk, a brata od skurwysynów. Płaczę w nocy do poduszki. Rano ojciec niczego nie pamięta, wszystko wraca do normy, aż do kolejnego wieczoru

Nie zawsze były awantury. Czasami wracał tylko podpity, przynosił wtedy słodycze albo zabawki. Nawet kiedy miałam już prawie 18 lat, potrafił wręczyć mi misia albo ptasie mleczko. Jakbym była ciągle małą dziewczynką. Wydawało mi się wtedy, że przez to jego picie stracił poczucie czasu i sam przed sobą udawał, że jego dzieci nie dorosły. I nie widzą, co się z nim dzieje.

Agnieszka, 29 lat, strażniczka miejska, DDA, mąż leczy się z alkoholizmu od dwóch lat:

- U mnie w domu piła matka. Długo nie wiedziałam, że ma problem. Dobrze się ukrywała. Piła wieczorami, kiedy wszyscy poszli już spać, albo rano, kiedy ja byłam w szkole, a ojciec w pracy. Czasami wysyłała mnie albo siostrę po piwo do sklepu, bardzo wcześnie rano, mówiła wtedy, że ma migrenę. To był kac, ale wtedy jeszcze o tym nie wiedziałam.

Kiedy w domu nie było alkoholu ani pieniędzy i nie miała ich od kogo pożyczyć, wypiła spirytus kosmetyczny i butelkę perfum. Zastałam ją leżącą na podłodze, kiedy wróciłam ze szkoły. Leżała we własnych wymiocinach. Nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak się poniżył, dopóki nie spojrzałam na swojego męża kilkanaście lat później.

Olga, 32 lata, doradca handlowy, DDA, miała męża alkoholika przez pięć lat, obecnie w drugim małżeństwie, z trzeźwym:

- Ojciec pił cały czas. Poszczególne dni różniły się od siebie tylko tym, jak dużo wypił. Czasami było to jedno, dwa piwa, a czasami pół litra wódki. Nigdy nie podniósł ręki na mamę ani na mnie, nawet się nie awanturował. Po prostu wracał i kładł się do łóżka. Czasami przewracał meble, bo był tak pijany, że nie był w stanie utrzymać się na nogach, czasami zasypiał w przedpokoju na podłodze. Nieraz pomagałam mamie zabrać go do pokoju.

Z dzieciństwa najbardziej pamiętam kłujące uczucie smutku, kiedy koleżanki opowiadały o tym, jak minął im weekend z ojcami na przykład na działce. Ja nigdy o swoim ojcu nie wspomniałam, wstydziłam się go i nadal się wstydzę, choć nie pije już od kilku lat. Gdyby sam rzucił alkohol, może umiałabym go chociaż szanować. Ale on nie pije, bo choruje na serce. Mama się nim wciąż opiekuje, nie rozumiem jej. Ja swojego alkoholika posłałam do diabła.

Wady ukryte

Nauczycielka Magda: - Marka poznałam pod koniec studiów. Jako doktorant prowadził zajęcia, na które chodziłam. Literatura XX wieku. Wysoki, przystojny blondyn, jak z katalogu. Nie byłam duszą towarzystwa. Zadurzyłam się jak nastolatka. Umówiliśmy się kilka razy na kawę. I okazało się, że jest księciem z bajki. Takim, na jakiego czekałam całe życie. Potrafił czytać mi do snu jak małej dziewczynce, i tak się przy nim czułam. Jak mała, bezpieczna dziewczynka. Pobraliśmy się po roku.

Strażniczka Agnieszka: - W szkole średniej miałam jednego przyjaciela - Adama. Pochodził z rodziny alkoholików. Może dlatego tak dobrze się rozumieliśmy. Jemu jednemu mogłam bez wstydu opowiedzieć o matce, która zataczając się, poszła na wywiadówkę do szkoły. Rozumiał. I z tej przyjaźni chyba wzięliśmy ślub.

Doradca Olga: - Mój mąż alkoholik, którego imienia nie wymieniam, odkąd jestem w nowym związku, był ideałem. Kiedy go poznałam, miał idealną pracę, idealne mieszkanie, idealnych znajomych i szukał idealnej kobiety. Szukał mnie. W szkole prymus, na studiach przewodnicząca samorządu, zorganizowana, w pracy perfekcyjna. Jak każdy ideał miałam ukryte wady. Mąż alkoholik też. Moje polegały na tym, że gotowa byłam na wszystko, żeby sobie wmówić, że komuś na mnie zależy. A jego na tym, że niszczył mnie, zapewniając, że mu zależy.

Pierwszy wstyd

Magda: - Pierwszy raz Marek wrócił do domu pijany, kiedy dowiedział się, że jestem w ciąży. Mówił, że świętowali z kolegami to, że zostanie ojcem. Nie przejęłam się. Później okazji było coraz więcej. Zawalał zajęcia na uczelni. Kiedy rodziła się nasza córka, nie pojawił się nawet w szpitalu. Nie wiedział, że miałam cesarkę. Pił u znajomych, w pubach, sam. Ze szpitala odebrał mnie brat.

Kiedy pojawiłam się w domu, Marek wytrzeźwiał, przeprosił, tłumaczył, jaki to dla niego stres. Wybaczyłam mu. W końcu to był mój książę i nie robił mi nic złego. Nie bił, nie awanturował się jak mój ojciec. A że czasami za dużo wypije

Agnieszka: - Adam mówił mi wszystko, ale o jednym zapomniał. Że pije, tak jak jego rodzice. Kiedyś poszedł na piwo z kolegami. Wrócił w środku nocy. Usłyszałam tylko dźwięk tłuczonego szkła w łazience. Kiedy tam weszłam, Adam leżał na podłodze pokaleczony przez lustro, które stłukł. Wymiotował. Nawet nie czuł, że jest poraniony. Zadzwoniłam po karetkę. Wtedy po raz pierwszy wstydziłam się za męża.

Olga: - Mój były mąż alkoholik jest handlowcem w dużej międzynarodowej firmie. Kiedy się pobieraliśmy, wiedziałam, że nie wylewa za kołnierz, ale wydawało mi się, że taki silny facet nigdy nie da się nałogowi. Pił, awanturował się, miałam siniaki. Usprawiedliwiałam każdy jego wybryk przez pięć lat. Chodziłam na palcach, żeby go nie obudzić, układałam w głowie scenariusz każdej rozmowy, na wypadek gdyby coś mogło go zdenerwować. Kiedy urodziło nam się dziecko, spałam z małym w osobnym pokoju, żeby tylko się nie obudził.

Nie było mnie. Był tylko on. Koleżanki tłumaczyły mi, że nie warto tracić życia z kimś, kto się nawet nie chce leczyć. Nie słuchałam nikogo, przecież kochałam, a miłość może naprawić wszystko. Wierzyłam, że w końcu będę żyła długo i szczęśliwie. Tak się nie stało.

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 11 komentarzy
  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    9 głosów

  • Wyjście z cienia williamadama 26.11.10, 22:45

    A Wy co kupujecie swoim dzieciom jak wracacie pjani? Ja ostatnio laptopa, uzywanego za 120 pln od pasera. Dziala i jest internet, to najwazniejsze - prawda?»

  • Wyjście z cienia tboczek1 26.11.10, 23:21

    To jest artykuł antyojcowski. Jakieś lesby to pisały.»

  • Wyjście z cienia wj_2000 04.12.10, 14:33

    Artykuł wydaje mi się szkodliwy. Jakiś taki, amerykański w duchu - ale charakterystyczny dla tego gorszego oblicza społeczeństwa St. Zj.Daje on, moim zdaniem, pretekst do samo »

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1