Dzień sędziego, który raz do roku wybucha

Wysłuchała Bożena Aksamit
2010-11-23, ostatnia aktualizacja 2010-11-23 17:56

Anna Reinert

Z natury jestem wobec ludzi miły. Ale raz do roku... To przychodzi samo, nagle tętni mi w głowie, rozsadza piersi. Opier... sprzedawcę na stacji benzynowej, taksówkarza. Czuję, że mógłbym gnoja zabić

ZOBACZ TAKŻE

Prosimy o listy dorosłych dzieci alkoholików, ich bliskich, znajomych. Jaką cenę płacicie? Strach przed bliskością, odrzuceniem, samotnością, okazywaniem uczuć? Życie w kłamstwie, perfekcjonizm, bieg bez namysłu, manipulowanie ludźmi? E-mail: listydogazety@gazeta.pl



Codziennie rano wchodzę na wagę. Nie wiem dlaczego. Muszę. Byle tylko zerknąć. Gdy stoję na chłodnej tafli szkła, czuję się lepiej. Wieczorem to samo, muszę, wchodzę, rzucam okiem na kobaltowe litery wyświetlacza. 95 kilogramów, ciągle to samo, dużo za dużo. Zaczynam tygodniową głodówkę.

Upasłem się w Rzymie, wyjechałem na dwa tygodnie, to był zjazd prawników. Wybrali mnie, bo jestem bardzo dobrym sędzią. Co to właściwie znaczy: dobrym? W sądzie nie ma przyjaciół, sąd to gniazdo żmij. Powinie mi się noga, prezes mnie podpali i płonącego wypuści oknem.

W Rzymie to była wymiana, sędziowie i prokuratorzy z Unii wizytują się nawzajem. Koledzy byli już po parę razy. Państwo płaci za hotel, daje diety, jest OK. Tylko trochę nudnawo, więc żarłem trzy razy więcej niż zwykle. Swoje zrobił stres - trochę martwiłem się, czy mnie polubią, czy z angielskim się nie ośmieszę itd. Wypadłem dobrze, ale jak już zacząłem jeść pierwszego wieczora, to nie mogłem skończyć. Wiadomo, człowiek rozepchnie sobie żołądek na kolacji, to następnego dnia w południe już czuje potworny głód. Żołądek domaga się, żąda, wymusza powtórkę.

***

Już nie pamiętam, która to będzie głodówka. Cztery lata temu wyczytałem gdzieś, że to dobry sposób na oczyszczenie ciała z toksyn.

Na razie jest nieźle, wypiłem ziołową herbatkę i pół litra wody, czuję się pełny. Ale dziś to luz - dramat będzie jutro i pojutrze: ból mięśni jak przy grypie, podłe samopoczucie, żołądek upomni się o swoje.

Na szczęście jutro i pojutrze mam proste sprawy na wokandzie - wszystko sobie zaplanowałem. Ustawiłem wieczorne wyjścia: raz spotkanie z kolegami z sądu (brydż, zero zakąsek, lampka wina z wodą), raz kino z żoną (małe, studyjne, nie ma nachosów).

Czwartego dnia będzie z górki - lekkość, energia, żołądek się wyciszy.

Zrzucę może nawet siedem kilo, przez następne dwa tygodnie - lekka dieta, na koniec wyjdzie 10 kilo mniej. Jeśli sobie nie pofolguję, waga utrzyma się ze dwa miesiące.

***

Schodzę z wagi, przeglądam się w lustrze. Jakiś krem wetrzeć? Może czas na lifting? Coraz mniej dziewczyn patrzy na mnie na ulicy. Lubiłem to, a teraz jakbym był powietrzem...

Krążę po domu, przekładam gazety z kupki na kupkę, poprawiam laptopa - leży na stole krzywo, niech leży prosto. Normalnie kończyłbym już smażyć jajecznicę. Nie jem, więc mam jeszcze siedem minut wolnego. Droga do pracy zajmie mi 23 minuty, chyba że źle ułożą się światła na skrzyżowaniach albo jest korek.

Jeszcze pięć minut. Idę na taras, sprawdzam, czy trawa już do koszenia. W sumie... można by już skosić.

Lubię swój dom, jest tu czysto i wszystko na swoim miejscu. Dobra dzielnica. Ale tak naprawdę to był prezent dla żony i dzieci - mam dziesięcioletnią córeczkę i siedmioletniego synka. Sam nie potrzebuję luksusu, najlepiej czułem się w akademiku. Dom postawiłem, gdy koledzy z sądu zaczęli stawiać swoje. Sędziowskie pensje zrobiły się w ostatnich latach przyzwoite, każdy bank da sędziemu kredyt. Bank wie, że z tej pracy się ludzi nie wyrzuca, ha, ha! To akurat prawda.

Miałem dobry, stary telewizor, ale wyrzuciłem, gdy koledzy pokupowali te wielkie. Mam na środku pokoju lampę za 3 tys. Nie dlatego, że mi się jakoś szczególnie podoba. Kolega polecił mi sklep, poszedłem, tam wszystko tyle kosztowało, przecież nie wyjdę z niczym.

W końcu mogę jechać.

***

Toyota z napędem na cztery koła, nic nadzwyczajnego, fakt, że duża, ale na moim osiedlu podobne stoją przed każdym domem.

Ach, syf w środku. Dzieci wiozłem wczoraj, no i leżą papierki po batonach, butelki po coli. Nie jestem jakimś pedantem, ale w samochodzie ma być czysto, jak w domu. Chyba nikt nie chce, żeby mu się papierki od cukierków walały po dywanie, prawda?

Źródło: Gazeta Wyborcza
  • 30 komentarzy
  • Drukuj
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    45 głosów

  • Aksamitna bujda na resorach wojtek-gdansk 24.11.10, 06:04

    Ktoś tu wyssał z palca albo Ta co wysłuchała, albo ten co opowiedział.Ale wierszówka jest.»

  • Wbrew pozorom - oderwane od życia. 2berber 24.11.10, 17:53

    Wystarczy pomyśleć że tak poukładany sędzia podejmujedecyzję o odebraniu dziecka zwykłej, przeciętnej, czasaminiewydolnej rodzinie. »

  • niech mnie ktos oswieci luuuk11 24.11.10, 19:16

    gdzie tu syndrom dziecka alkoholika? Widze w tym opisie 85% siebie..»

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1