Chodzi o blisko kilometrowy odcinek drogi nr 414 z Opola do Prudnika. Koło miejscowości Dzików znajduje się aleja pomnikowa dębów czerwonych. W ubiegłym tygodniu w tamtym rejonie był Andrzej Skup, arborysta, czyli chirurg drzew. Zauważył, że niektóre dęby mają uszkodzone korzenie. - Po raz kolejny stałem się świadkiem tego, jak drogowcy zniechęcają drzewa do życia, bo chore lub martwe łatwiej wyciąć - mówi.
Skup interweniował w Urzędzie Miejskim w Prószkowie. Usłyszał, że drogowcy pozwolenia na roboty w tym rejonie od urzędników nie dostali. - Zarząd Dróg Wojewódzkich zwrócił się do nas pod koniec października o wydanie zgody na przeprowadzenie prac w obrębie alei dębowej. Kilka dni później wezwaliśmy drogowców do uzupełnienia ich prośby o to, jaki zakres prac będzie wykonany i w jaki sposób drzewa zostaną zabezpieczone - mówi nam Monika Czech, kierownik wydziału gospodarki i rozwoju z prószkowskiego UM.
Zaznacza, że nim urząd dostał od drogowców odpowiedź, prace były już prowadzone. - Pojechaliśmy więc na wizję lokalną, by to sprawdzić, a potem wysłaliśmy kolejne pismo do drogowców. Wezwaliśmy ich do zaprzestania prac i zabezpieczenia drzew. Pouczyliśmy ich jednocześnie, że pomniki przyrody są prawnie chronione i że ci, którzy prowadzą prace zagrażające drzewom, podlegają karze aresztu bądź grzywny - mówi urzędniczka.
Tymczasem drogowcy uspokajają: drzewom się nic nie stało. A zamieszanie z uzyskaniem pozwolenia na prace Arkadiusz Branicki, rzecznik Zarządu Dróg Wojewódzkich, wyjaśnia tak: - Na początku planowaliśmy remontować ten odcinek, nie wyłączając go z ruchu. Wtedy konieczne byłoby puszczenie ruchu wahadłowego. To rozwiązanie narażało drzewa, bo ciężki sprzęt musiałby zjeżdżać na pobocza, dlatego zwróciliśmy się do urzędu miasta o wydanie odpowiedniego pozwolenia. Ostatecznie jednak ustaliliśmy, że wyłączymy ten odcinek z ruchu na dwa tygodnie. Prace odbywały się tylko w pasie drogi, z dala od drzew. Na to nie potrzebowaliśmy już zgody urzędu miasta. Nasza wcześniejsza prośba stała się nieaktualna.
Podkreśla również, że warunkiem postawionym wykonawcy przez ZDW było zapewnienie ochrony drzewom. - Dlatego wyznaczony został człowiek, który miał pilnować, czy mimo wszystko sprzęt w jakiś sposób nie zagraża drzewom. Ponadto drzewa zostały osłonięte, by uchronić je w razie zahaczenia sprzętem. Tak więc dopełniliśmy wszelkich obowiązków - wylicza Branicki.
Dęby zostały owinięte włókniną. Andrzej Skup jednak przekonuje, że to za mało. - To ma być zabezpieczenie drzew przed uszkodzeniami powodowanymi przez
maszyny budowlane? Tak się zabezpiecza róże w ogródku przez zamarznięciem! Natomiast przed takimi pracami drzewa powinny być solidnie osłonięte np. deskami, tak jak to zostało zrobione we
Wrocławiu - denerwuje się.
I zaznacza, że uszkodzenie korzeni może mieć wpływ na żywotność drzewa.
Branicki: - Jeśli jakiś korzeń został uszkodzony, to przykro nam, ale nie możemy wstrzymywać inwestycji.
Urząd Miasta w Prószkowie prowadzi postępowanie, które ma wyjaśnić, czy drogowcy rzeczywiście uszkodzili drzewa. Jeśli do tego doszło, sprawa zostanie przekazana do prokuratury.