Akurat w czasie, gdy odbywają się tam zlotowiska tysięcy żurawi. W miejscu, gdzie te ptaki żerują, zbierają siły przed długą drogą, zamiast klangoru słychać było ryk silników, który niósł się przez wiele kilometrów.
Spodziewam się, że wszystkie żurawie wyniosły się stamtąd w popłochu. Za rok rajd ma się odbyć w podobnym czasie (ostatni weekend września). Jeszcze ze dwie takie imprezy i nie będzie tam już żadnych ptaków.
Można będzie zwinąć Naturę 2000, a tabliczkę z napisem "rezerwat" schować w magazynie. Bo przecież umówmy się panowie - ta natura kością wam w gardle staje, same problemy przez nią macie - ani inwestycji, ani postępu, ani cywilizacji. Żaden z niej pożytek, prawda?
W takim razie może by odwołać ten cud, bo mam wrażenie, że albo jestem świadkiem zbiorowej schizofrenii, albo głębokiej hipokryzji. Stawiam na to drugie.
Nurtuje mnie kolejne pytanie: czy Regionalna Dyrekcja Ochrony Środowiska w
Olsztynie nie dopatrzyła się w terminie imprezy i organizacji trasy żadnego negatywnego wpływu na środowisko? Bo, że organizatorzy i samorządowcy nie zawracają sobie takimi drobiazgami jak żurawie głowy, co do tego nie mam złudzeń.
Panowie rajdowcy - wy lubicie ryk silników, ja klangor żurawi, może pozwólcie mi się tym cieszyć, a sami rozjeżdżajcie inny kawałek kraju. Wiem, zaraz powiecie, jaki to splendor i prestiż spływa na te mazurskie gminy, jak to oczy całego świata skierowane są na
Mazury.
A ja czytam o 183 mandatach za zbyt szybką jazdę (w tym dla jednego z kierowców rajdu), siedmiu nietrzeźwych... No, rzeczywiście promocja.
Więc czym mają być te Mazury - cudem (którym dla mnie bezsprzecznie są, dlatego to piszę), czy torem rajdowym dla samochodów, quadów i crossów?
PS. Spodziewam się wiadra pomyj od wielbicieli tej ostatniej rozrywki, ale za bardzo lubię żurawie, żeby milczeć.