Nie tylko są częściej spotykane na drodze niż samochody, ciesząc zmysły spokojem i bogactwem formy - przeważają te klasyczne, miejskie z rozmaitymi koszykami na zakupy i cudacznymi przyczepkami dla dzieci, bo nie służą głównie w celach sportowych, jeździ się na nich również w sukienkach i garniturach - nie tylko parkują gęsto na wszystkich placach, skwerach i chodnikach, ale oblepiają każdy mur, słup, płot i ogrodzenia miejsc remontu.
Do Kopenhagi, pierwszego portu muzycznej podróży morskiej Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach zawinęliśmy we wtorek rano, nasz żaglowiec Dar Młodzieży zacumował w centrum stolicy Danii, wpisując się w jej niespieszny klimat, do wieczornego koncertu mieliśmy więc trochę czasu na spacer po mieście. Skrzypek Wincenty Krawczyk wyruszył w Kopenhagę rowerem, który wziął na pokład z Polski. Minęliśmy rowerzystkę z wiolonczelą na plecach.
Po 15. rozpoczęła się próba i trwała bite trzy godziny. Granie szło opornie, nie mogło być inaczej po trzech dniach bez ćwiczeń (wyprawa NOPSR rozpoczęła się właściwie w sobotę od podróży pociągiem z Katowic do Gdyni, a instrumenty ze względu na brak miejsca na statku jechały tirem). Z samego koncertu muzycy już byli zadowoleni (ich zdolność do mobilizacji widać na każdym kroku, potrafią wbić się w koncertowe stroje w pięć minut i równie szybko je zrzucić). Szkoda więc, że widownia była pustawa, zajęty był ledwo jeden balkon i kilka rzędów parteru, na oko było ze czterystu gości (część przyjechała rowerem), wśród nich starszy oficer pokładowy Daru Młodzieży Jerzy Sadowski w mundurze galowym. Zwykle ta sala jest pełna. Duńczycy ją lubią za jasne, drewniane wnętrze i świetną akustykę. Cały budynek, postawiony w 1930 roku należał do duńskiego radia, które półtora roku temu przeniosło się do nowej siedziby, starą oddając Królewskiemu Konserwatorium Muzycznemu. - Wtorek to mało koncertowy dzień w Danii - wyjaśnia niską frekwencję Eva Jensen, organizatorka duńskiego koncertu NOSPR. Duńczycy chodzą do filharmonii w czwartki i piątki (soboty przeznaczają na przyjęcia prywatne). - I Chopin jest tu niespecjalnie znany - dodaje Jensen. Pochodzi z Krakowa, jest muzykologiem, filozofem i teologiem, w 1969 roku wyjechała do Danii jako emigrant polityczny, gra na organach w duńskim kościele narodowym i propaguje muzykę polską w Danii. Nie jest to łatwe. - Polska jest tu wciąż za żelazną kurtyną, Duńczycy myślą, że jest daleko, w Europie Wschodniej - mówi Jensen. Chopin nigdy nie zawitał do krajów skandynawskich, znany tu był jedynie przez swego ucznia i kopistę Norwega Thomasa Tellefsena. Tymczasem drugi rejs NOSPR wpisuje się w obchody Roku Chopinowskiego i w każdym z pięciu mijanych miast portowych orkiestra gra utwory Chopina, w dodatku mało popularne. Pocieszające jest, że na sali duńskiego konserwatorium we wtorek wieczorem obecni byli nie polscy emigranci, ale Duńczycy (inna rzecz, że ściągnęły ich utwory Nielsena i Debussy'ego). I to oni sponsorowali imprezę. Jensen: - Polska nie dała ani złotówki.
Na statek wracaliśmy autokarami (z wyjątkiem skrzypka Krawczyka - on na rowerze). Przed nami Goeteborg. Na żaglowiec wsiadł dyrygent NOSPR Jacek Kaspszyk i ma płynąć z nami aż do Oslo.