Życie orkiestry na statku

Małgorzata Goślińska
2010-09-07, ostatnia aktualizacja 2010-09-07 11:30

Pierwsza relacja z rejsu Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia ''Pod banderą Chopina''


fot. Marek Bebłot
fot. Marek Bebłot
fot. Marek Bebłot
GALERIA ZDJĘĆ
Gdynia pożegnała nas deszczem i chłodem. Ciężkie chmury na szczęście zostały nad lądem. W drugi dzień rejsu mogliśmy już opalać się na pokładzie. Była noc z soboty na niedzielę, gdy weszliśmy na Dar Młodzieży i rozmieszczono nas do kubryków. W moim mieszkają trzy kobiety i 17 mężczyzn. Mam pryczę na piętrze, tuż pod sufitem, tak niskim, że ledwo mogę usiąść, za to z bulajem przy głowie. Budząc się widzę morze.

Nasza trzymasztowa fregata może zabrać na pokład około dwieście osób i na drugim rejsie Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia w Katowicach ma niemal pełne obłożenie. Ponad 30 stanowi załoga - to minimum wymogu. Płyną z nami również studenci Akademii Morskiej w Gdyni i uczniowie technikum morskiego w Gdańsku - w sumie około 40. Dla nich ten rejs jest szkoleniem. Reszta to muzycy. Ale zaledwie połowa z nich to nosprowcy, w dodatku wielu, tak jak koncertmistrz Piotr Tarcholik po trzecim koncercie w Oslo wróci samolotem do kraju. Podróż morska ma trwać aż trzy tygodnie, a wrzesień to dla muzyków intensywny okres. Poza orkiestrą pracują na uczelniach, mają własne zespoły i zobowiązania koncertowe. Tarcholik ze swoją Przemyską Orkiestrą Kameralną za niecałe trzy tygodnie ma wystąpić na festiwalu Przemyska Jesień Muzyczna.

NOSPR, by zagrać Morze Debussy'ego, sztandarowy utwór swoich rejsów, musiała więc zwerbować muzyków z zewnątrz, najczęściej spośród studentów akademii muzycznych. Nie było z tym problemu. Skrzypaczkom Ani Trólce i Paulinie Marek z uczelni krakowskiej, studentkom Tarcholika, wystarczyło hasło: projekt z NOSPR. Dla muzyka orkiestrowego, nie tylko młodego, brać udział w czymś takim to prestiż, najwyższe progi w Polsce. - Nie zgodzić się byłoby niemądre - mówią skrzypaczki. Gdy usłyszały, o co dokładnie chodzi, najpierw się zdziwiły. NOSPR gra na statku? Do czego to doszło, przecież to chałtura! Lekki niesmak szybko przerodził się jednak w jeszcze większy zachwyt. Orkiestra nie będzie bawić pasażerów luksusowego statku. Wystąpi w miastach portowych, do których zawinie na żaglowcu! Skrzypek Mikołaj Łukosz z uczelni katowickiej martwił się tylko, że nie może ćwiczyć. Instrumenty pojechały drogą lądową tirem. Przed rejsem muzycy mieli tydzień prób, ale do pierwszego koncertu w Kopenhadze trzy dni przerwy. Mikołaj: - A ja chciałbym się jak najlepiej zaprezentować, żeby mnie zauważono.

Z powodu ograniczonego miejsca tylko nieliczni mogli zabrać flety, klarnety, oboje, trąbki. O kontrabasach, wiolonczelach i kotłach można było zapomnieć.

Statek z początku wydaje się labiryntem wąskich korytarzy i stromych schodów. - Tam jest dziób, a tam rufa - usłyszeliśmy pierwszego dnia na próbnym alarmie. Między dziobem a rufą jest sto metrów. Zapamiętuję numery, uczę się tras. 152 to mój kubryk - pierwszy poziom pod pokładem przy lewej burcie, na końcu korytarza pod dziobem jest mesa, w której jem, a poziom niżej przy lewej burcie WC żeńskie z prysznicami. 130 to moja prycza i przyporządkowany jej kapok, a 13 to moja tratwa ratunkowa, ostatnia na rufie przy prawej burcie. W razie tonięcia statku moim szefem na tratwie będzie drugi kucharz.

Bałtyk ledwo kołysze. Tarcholik śmieje się, że po rejsie w takiej aurze można płycej zagrać Debussy'ego. - U niego morze jest wzburzone, klimat grozy, ciemny, ponury port zasnuty mgłą, a nie sielanka - mówi. We wczesne niedzielne popołudnie marynarze stawiają żagle i wyłączają silniki. Płyniemy z prędkością ośmiu węzłów, inaczej 16 km na godz., łeb w łeb z chmurami. Leżąc na pokładzie i patrząc w niebo mam nieodparte wrażenie, że stoimy w miejscu. W poniedziałek z pola widzenia znika ląd, na horyzoncie pojawiają się tylko promy handlowe, rosną, wyprzedzają nas i znów maleją.

Można by wpaść w trans, gdyby nie posiłki. One wyznaczają rytm dnia. Ósma rano śniadanie, w południe obiad, o 18 kolacja. Stawiamy się punktualnie, nie tylko dlatego, że posiłek trwa tylko pół godziny. W końcu przy mesie oficerskiej non stop dostępna jest pełna lodówka i nikt nie ma prawa być głodny. Ale poza posiłkami nic się nie dzieje, zero obowiązków. Plac kaszubski okupują młodzi marynarze na zmianę z młodymi muzyczkami - to centralne miejsce pod pokładem, nazwane tak od głównego placu w Gdyni. Pierwsi obierają ziemniaki, drudzy ćwiczą aerobik przy disco. - Wolę ciągnąć liny, ale najgorsze jest malowanie zbiornika balastowego w forpiku - mówi Krystian Waszak z akademii morskiej, starszy wachty.

Tymczasem nad placem na śródokręciu śmiałkowie z orkiestry wspinają się na grotmaszt do pierwszego gniazda kilkanaście metrów nad poziom morza. Wystarczy ubrać pas bezpieczeństwa i podpisać oświadczenie, że wchodzi się na własne ryzyko. - Obowiązuje zasada trzech punktów podparcia, czyli jedna kończyna w ruchu, pozostałe nieruchome - instruuje Jerzy Sadowski, starszy oficer pokładowy. Podobno kto pokona lęk wysokości, staje się odważniejszy w innych sferach życia. Ania i Paulina zakładają uprzęże, czują strach, ale po takim wyczynie koncert z NOSPR pójdzie jak z płatka, bez tremy. Ich nauczyciel woli nie ryzykować. Mógłby zwichnąć rękę, poobcierać palce. Kto wtedy za niego zagra?

Z pralni na dole dobiegają dźwięki trąbki. Tu odbywają się próby. Tarcholik gra w swoim kubryku - jak każdy koncertmistrz dostał jedynkę. I tak jest niepocieszony. - Skrzypek solowy powinien ćwiczyć dobrych kilka godzin dziennie. Ograniczam się do dwóch, żeby nie zakłócać innym spokoju - mówi. Ale nie żałuje, że wybrał się na rejs. - Życie biegnie tak szybko, a tu nie ma zasięgu, telefony nie dzwonią, wreszcie można się wyspać.

We wtorek o siódmej rano za moim bulajem spuszcza się trap. Widzę czerwony kuter, płynący wprost na mnie. Zbliża się pod lewą burtę i zaczyna płynąć równo z nami. Po trapie na Dar Młodzieży wchodzi pilot, który wprowadzi nas do portu w Kopenhadze, do centrum stolicy Danii.

  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1