Orkiestra nie płynie bez bosmana

rozmawiała Małgorzata Goślińska
2010-09-06, ostatnia aktualizacja 2010-09-06 13:23

Rozmowa z Joanną Wnuk-Nazarową, dyrektor Narodowej Orkiestry Polskiego Radia w Katowicach

Joanna Wnuk-Nazarowa
Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Joanna Wnuk-Nazarowa
Małgorzata Goślińska: Jest w zwyczaju orkiestr symfonicznych, że podróżują z koncertami po morzu?

Joanna Wnuk-Nazarowa, dyrektor Narodowej Orkiestry Polskiego Radia w Katowicach: - Pływają komercyjnie, grając dla pasażerów luksusowych statków.

A tak jak Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach, która drugi raz wyrusza na żaglowcu Dar Młodzieży, by dawać koncerty w miastach portowych?

- Nie słyszałam. Wątpię, czy którakolwiek by się zgodziła mieszkać w takich warunkach. Dar Młodzieży to nie statek pasażerski, ale szkoleniowy. Śpi się w 20 osobowych kubrykach, tylko koncertmistrzowie mają jedynki. Starszyzna dostaje 10-osobowe, a dwójki przydzielamy parom małżeńskim, żeby mieli trochę radości z tego, że mogą być razem. Stołujemy się i śpimy na statku również w portach. Bez kurtki ze szczelnym kapturem nie da się wytrzymać na pokładzie. Niektórzy od czasów harcerstwa nie pamiętali tak trudnego życia. Bali się, że będą spadać z pryczy. Każdy ma koję i małą szafeczkę na rzeczy osobiste. Nie ma miejsca na walizki...

Ani gdzie ćwiczyć.

- Na fletach i trąbkach muzycy ćwiczyli w maszynowni, w pralni, w składzikach. Najbardziej pokrzywdzeni są wiolonczeliści i kontrabasiści. Nie ma ładowni, żeby zabrać duże instrumenty, jadą tirem drogą lądową

Skąd pomysł na takie tournee?

- W 2006 roku zbiegły się trzy rocznice. Orkiestra świętowała 70-lecie istnienia, a Jerzy Maksymiuk, jej niegdysiejszy szef kończył 70 lat, do tego Gdynia obchodziła 80-lecie nadania praw miejskich. Chciałam coś zrobić dla Jurka. Pomyślałam, co on też najlepiej dyryguje. Morze Debussy'ego! I zobaczyłam w wyobraźni żaglowiec kołyszący się na morzu, jak w Burzy Petera Brueghla. Mój kuzyn Romuald Cwilewicz był wówczas prorektorem Akademii Morskiej w Gdyni, teraz jest rektorem. Zapytałam go, ile osób mieści Dar Młodzieży. Okazało się, że130, z czego 30 musi stanowić załoga. I już wiedziałam, że to możliwe, 80 kilku osobowa orkiestra wystarczy do wykonania morza Debussy'ego.

Jak płynęliście pierwszy raz?

- Dziesięć dni, odwiedzając trzy porty nadbałtyckie. Na koncert w Tallinie przyjechał z Berlina Arvo Part, który pochodzi z Estonii. Graliśmy jego Orient and Occident. Part jest kultowy jak nasz Mikołaj Górecki. W każdym mieście orkiestra wykonywała utwór narodowego kompozytora, w Rydze Viatore łotysza Peterisa Vasksa, w Helsinkach Oceanidy Sibeliusa. No i oczywiście wszędzie Morze Debussy'ego. Szalenie zaprzyjaźniliśmy się z załogą statku i postanowiliśmy, że wszelkimi siłami zorganizujemy kolejny rejs. Bosman pojawiał się na wszystkich naszych koncertach. Gramy w Warszawie - bosman siedzi w 15 rzędzie na parterze, gramy w Poznaniu - w 12 rzędzie jest bosman! Żeby się spotkać z przyjaciółmi. Już przeszedł na emeryturę, ale orkiestra zapowiedziała, że bez bosmana nigdzie nie popłynie. Bosman płynie więc z nami jako nasz gość.

Za co was tak polubili marynarze?

- Byli zdumieni naszą subordynacją. W pierwszych minutach pobytu na statku trzeba przejść szkolenie na wypadek tonięcia czy pożaru. Trzeba iść do swojego kubryku, sprawdzić gdzie jest moja kamizelka ratunkowa, do której szalupy przynależy moja koja, najkrótszą drogę do szalupy i po pół godziny jest alarm, gwizdki, ryk i my wszyscy stawiamy się na baczność jak należy. Dar Młodzieży wielu już woził cywili, biznesmenów, naukowców, sportowców i zawsze ktoś pomyli drogę do szalupy, nie wyjdzie na czas, zapomni kamizelki. Marynarze myśleli, że z nami będzie rozgardiasz.

Wiadomo, artyści.

- Muzyk orkiestry symfonicznej prywatnie może sobie być szalony, nieskoordynowany, ciapowaty, ale jak dyrygent podnosi batutę, wszyscy grają w jednym rymie, w jednej intonacji, czysto. Orkiestra to jedna z najbardziej zdyscyplinowanych formacji, a jeszcze śląska to sama dyscyplina chodząca. Potem się okazało, że Łukasz Zimnik, nasz pierwszy flecista, jest alpinistą i może rozwijać i zwijać żagle. Sam przyznał, że to było piorunujące przeżycie, on, który tyle razy się wspinał. Bo w górach przepaść się nie rusza, a na statku był zapięty karabinkami do huśtających się linek nad falującym morzem. Po rejsie mieliśmy kontakt z akademią. Właśnie obchodzi 90 lat i Maksymiuk specjalnie na tę okazję napisał Fanfarę Morską, którą grupa dęta naszej orkiestry na inauguracji minionego roku akademickiego zagrała uroczyście na Darze Młodzieży przy skwerze Kościuszki, na tym sławnym nabrzeżu w Gdyni. Maksymiuk dyrygował przy potwornie sztormowej pogodzie, zacinał deszcz, wicher rozrzucał strony partytury, musiałam je trzymać, ale udało się. To był podarunek Jurka i orkiestry dla załogi Daru Młodzieży.

Nadarzyła się więc okazja, by znów wypłynąć - urodziny akademii.

- I obchody Roku Chopinowskiego. Płyniemy pod banderą Chopina. Na jednym z masztów zawiśnie jego błękitna podobizna. Statek będzie mógł stać w porcie pod takim żaglem, bo bandera wykonana jest z sita, wiatr przez nią przelatuje.

Chopin wyznaczył trasę?

- Z Bologne-sur-Mer w 1848 roku wyruszył drogą morską w ostatnią podróż do Londynu. My pokonamy ten odcinek w przeciwnym kierunku, a po drodze do Francji trudno nie wstąpić do innych miast portowych. Cztery lata temu, patrząc na mapę, wyruszyliśmy z Gdyni na prawo, teraz popłyniemy w lewo. Podróż będzie dwa razy dłuższa, za to morze powinno być cieplejsze. W każdym porcie orkiestra wykona trzy kompozycje Chopina i Morze Debussy'ego, w Kopenhadze dodatkowo Podróż do wysp owczych duńskiego kompozytora Carla Nielsena, w Goeteborgu - niespodzianka - Widoki znad morza Romana Maciejewskiego, który w tym szwedzkim mieście spędził ostatnie 15 lat życia, w Oslo II Suitę z Peer Gynta Edvarda Griega. W Wielkiej Brytanii zawiniemy do Dover, bo w Folkestone, gdzie lądował Chopin, po budowie Eurokanału nie ma już portu. W Dover i Bologne-sur-Mer zagramy Interludia morskie Benjamina Brittena. Z wyjątkiem Goeteborgu, gdzie główny maszt nie mieści się pod mostami i zmusza nas do cumowania przy nabrzeżu, będziemy wpływać do centrum miasta, tak jakby w Gdańsku Motławą pod żuraw.

I to piękne wejście rekompensuje trudy podróży?

- Do portu statek wprowadza pilot, przejmując stery. Podpływa na kutrze, ale nie może się zbliżyć do statku na metr, to groziłoby stuknięciem, fala w każdej chwili może rzucić. Wykonuje więc wielki skok na statek, lub na odwrót, wyprowadzając go na pełne morze. To niezwykłe widowisko, zwłaszcza w nocy, gdy pilot rzuca się w czeluść w świetle reflektora. Wiele jest takich radości. Żaglowiec ma zawsze pierwszeństwo i wielkie promy muszą przed nim ustępować, zmieniać kurs, żeby go przepuścić. Największe wrażenie robi stawianie żagli. Nie da się płynąć bez silników, musiałyby być silne wiatry, a o tej porze - rejs odbywał się na przełomie maja i czerwca - wiatr miał najwyżej dwa węzły. Jedną noc się udało. Olbrzymia, długa, smukła fregata sunie na żaglach pod wygwieżdżonym niebem - takiego widoku nie da się zastąpić. W drodze powrotnej z Helsinek mieliśmy prawie białe noce, słońce topiło się za horyzontem na dwie godziny, ale zorze zostawały, jego odblask nigdy więc nie gasł. Jest dużo czasu i nikt się nie nudzi, jak dziecko, które jest kołysane.

A choroba morska?

- Był dzień, że wszyscy chorowali. Nie należy na to zwracać uwagi. To co innego, niż zatrucie pokarmowe, kiedy nie można jeść, żeby się oczyścić. To sprawa błędnika, spowodowana przybraniem pozycji pionowej. Wystarczy się położyć i nie wstawać z pryczy. Wszyscy się potem z tego śmiali, nawet jak pół dnia leżeli zieleni. O wiele gorszym przeżyciem jest mocny kac. Potem, jak schodzi się na ląd, robi się idiotycznie. Na statku cały czas chodziliśmy na rozstawionych nogach. Dopiero w pociągu, jak zaczęło huśtać, poczuliśmy się lepiej. Ląd wydaje się beznadziejnie nienaturalny. Jest jeszcze jeden powód tych rejsów. Ślązacy jeżdżą na wczasy w góry. Pomyślałam, a niech zobaczą morze! Będą lepiej grać Debussy'ego.

  • Drukuj
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    6 głosów

Kolekcje i dodatki w "Gazecie Wyborczej"

We wtorek z ''Gazetą'':

  • Palce Lizać
  • Grube dzieci. Tabela
  • Ubezwłasnowolnienie. Poradnik, cz. 1