Zrazu musiało to być traktowane jak nieoczekiwany podarunek od losu. Nagle przychodził rozkaz udania się na urlop, nawet jeśli urlopowany nie występował o przepustkę. Wokół wojna, nawet ta najstraszniejsza, bo na froncie wschodnim, a tu można jechać do domu.

Jechali więc żołnierze i oficerowie, niekiedy w wyjściowych mundurach, niektórzy z Krzyżami Żelaznymi pod szyją, uznani przez dowódców za bohaterów. Nie mieli pojęcia, co zastaną.

Tymczasem w domach zamiast stęsknionej rodziny czekało na nich gestapo.

Pozostało 81% tekstu
Wyczerpałeś już limit bezpłatnych artykułów w tym miesiącu

Bądź na bieżąco - kup cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych
i wszystkich magazynów Wyborczej