Tomasz Nałęcz - historyk i polityk, profesor Akademii Humanistycznej w Pułtusku, w latach 2001-05 wicemarszałek Sejmu, doradca prezydenta Bronisława Komorowskiego ds. historii i dziedzictwa narodowego

PZPR-owska ekipa gen. Wojciecha Jaruzelskiego nie rozumiała zagrożenia, bowiem dawno już odzwyczaiła się od poważnego traktowania wyborów. W systemie komunistycznym parlament pełnił funkcję atrapy skrywającej istotę dyktatury, a wybory do niego nie miały istotnego znaczenia. Na listach umieszczano tylko kandydatów władzy, a wyborcy się z tym godzili, bo wiedzieli, jak niewiele zależy od tego, kto zostanie posłem. Jeśli głosowanie nie było satysfakcjonujące, wynik fałszowano w myśl recepty Józefa Stalina: nie ma znaczenia, kto i jak głosuje, ważne kto i jak liczy głosy.

Jednak tym razem było zupełnie inaczej. Solidarnościowa ekipa Lecha Wałęsy, w której główną rolę odgrywali Tadeusz Mazowiecki i Bronisław Geremek, wywalczyła przy Okrągłym Stole własne komitety wyborcze, swobodę prezentowania odrębnego programu, a także umieszczenie swoich kandydatów na wyraźnie zaznaczonych miejscach poselskich. Jak celnie zauważył Geremek, udało się zamienić „okrągły stół” w „stół prostokątny”, przy którym „Solidarność” siedziała po innej stronie niż obóz władzy. Krótko mówiąc, wywalczono formułę wyborów, która pozwoliła społeczeństwu pokazać, kogo obdarza swoim zaufaniem, a kogo chce odesłać na polityczny śmietnik.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej