Nadszedł smutny dzień, w którym polska prawica narodowa zaparła się polskości. Ton nadał Jarosław Kaczyński, człowiek wydawałoby się oczytany, nawiązując do wystąpienia Leszka Jażdżewskiego na UW. Mało kto zafrasował się nad antypolskim - ufam że niezamierzonym - wydźwiękiem słów prezesa: kto podnosi rękę na Kościół, podnosi rękę na Polskę. Temat wyjątkowo bezrefleksyjnie podjęli niezależni dziennikarze "Wiadomości" z TVP. Później już się posypało: komentatorzy, politycy, Episkopat...

Jednak brakuje choćby napomknięcia, że krytyka Kościoła jest nieodłączną cechą polskiej tradycji. Jest jak bursztynowy świerzop albo kotlet, surówka i ziemniaki. Jak Wyspiański i Orzeszkowa. Polskość i antyklerykalizm od kilkuset lat rymują się ze sobą. Kto podnosi rękę na antyklerykalizm, podnosi rękę na polską kulturę.

To udowadnia, że polska prawica znajduje się dziś daleko poza wpływami polskiej kultury. Coś niedobrego musi dziać się w tej formacji, że neguje intelektualny dorobek wspólnoty, z którą chyba czuje jakiś związek. Czy powodem jest chęć przypodobania się jakiemuś wpływowemu lobby? Zaawansowany trolling życia publicznego?

Pozostało 83% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej