Grzegorz Motyka - historyk, politolog, pracownik Instytutu Studiów Politycznych PAN

9 marca 1945 r. ponad 300 latających fortec B-29 dokonało nalotu na Tokio. Na miasto zrzucono 1700 ton napalmu, właśnie wynalezionej mieszanki benzyny i magnezu. W zderzeniu z drewnianą zabudową miasta był on śmiertelnie skuteczny: powstała burza ogniowa pędząca z prędkością ponad 100 km na godzinę, paląc wszystko, co napotkała na swojej drodze, i wysysając tlen z powietrza. Żar był tak wielki, że w basenach przeciwpożarowych gotowała się woda.

Guernika, Wieluń, Coventry...

Tylko w tym jednym nalocie zginęło co najmniej 83 tys. cywilów, ponad 100 tys. zostało rannych, a milion straciło dach nad głową. Było to jedno z najbardziej morderczych bombardowań w historii świata porównywalne w skutkach ze zrzuceniem bomby atomowej na Hiroszimę. Uderzenia lotnicze na otwarte miasta najczęściej kojarzymy z wyczynami Luftwaffe i tragedią Guerniki, Wielunia czy Coventry, zapominając, że podobnie postępowały także siły powietrzne aliantów.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej