Paweł Smoleński - pisarz, publicysta i reporter „Gazety Wyborczej”

Czy można było doświadczyć pożytków z katorgi? Okazuje się, że tak. Przekonuje o tym Wojciech Lada (jego książkę pod takim właśnie tytułem „Pożytki z katorgi” wydało wydawnictwo Czarne), relacjonując losy kilku polskich zesłańców, którym car zasądził kilkudziesięcioletnie wyroki, ferowane najczęściej na okoliczność marzeń, bo śnili oni o Polsce, niekoniecznie – jak się wnet okaże – wolnej i sprawiedliwej.

Pluskwy na poduszkach

Ale żeby doświadczyć szansy, jaką dawał przymusowy wyjazd na najdalsze ziemie Syberii, wcześniej trzeba było spełnić kilka warunków, najczęściej trudnych, długotrwałych i niezmiernie uciążliwych. Trzeba też było mieć silną wolę, otwartą głowę oraz niczym nieograniczoną ciekawość świata. Pomocne bywało też wykształcenie.

A więc – żeby doświadczyć pożytków z katorgi, trzeba było przetrwać drogę na zsyłkę, która sama w sobie była torturą, niekoniecznie, choć również, zadawaną przez nadzorców; z czasem przestano nawet zakuwać więźniów w kajdany. Jeszcze gorsze niż sama wędrówka były więzienia etapowe: najczęściej liche rudery, gdzie próżno było szukać ciepła czy ochrony przed śniegiem lub deszczem, brudne, pełne pluskiew, które – jak zanotował jeden z katorżników Wacław Sieroszewski – zmieniały kolor poduszki w czerwony, ruchomy wzór.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej