Maciej Janowski - historyk, zajmuje się dziejami Polski i Europy w XIX w.

Był taki rysunek Sławomira Mrożka: wąsaty szlachcic w czapce konfederatce i w bokserskich rękawicach nokautuje na ringu kmiecia w kapeluszu. Podpis: „Panowie bili chłopów pańszczyźnianych”. Drugi obrazek przedstawiał tegoż kmiecia, jak w pocie czoła kręci korbą ogromnego gramofonu. Z tuby dobiega muzyka, szlachcic tańczy, podkręcając wąsa, a podpis brzmi „Chłopi pracowali, żeby panowie mogli się bawić”. Mrożek wspaniale wyczuwał stereotypy.

Coraz częściej czytamy o złowrogim cieniu, jaki tradycja pańszczyzny po dziś dzień rzuca na sytuację Polski: na pogardę, którą duża część społeczeństwa żywi wobec wsi, na stosunki w przedsiębiorstwach czy na dystans między grupami społecznymi. Autorzy takich tekstów nie poświęcają wiele uwagi samej pańszczyźnie, jakby rzecz była oczywista. Nie jest.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej