Historyk widzi ogromne podobieństwo do najgłośniejszego mordu politycznego w Polsce, czyli do zamachu przed 97 laty prezydenta Gabriela Narutowicza. Dominująca wtedy na prawicy Narodowa Demokracja popełniła kardynalny błąd w wyborach prezydenckich z 9 grudnia 1922 r. Jako kandydata zgłosiła człowieka wielkich zasług, ale największego w kraju obszarnika – hrabiego Maurycego Zamoyskiego. Naraziła się posłom chłopskim ze wszystkich ugrupowań, którzy domagali się reformy rolnej i prędzej by sobie rękę odcięli, niż wybrali na głowę państwa takiego kandydata. Zamoyski przepadł, a prezydentem został Narutowicz, któremu nikt wcześniej nie dawał szans.

Przywódcy i publicyści endeccy rozpoczęli gwałtowną kampanię nienawiści wymierzoną w Narutowicza. Miotane przeciwko niemu oskarżenia uczyniły go w oczach sfanatyzowanych tłumów szkodnikiem zagrażającym interesom państwa. Warszawę sparaliżowała na kilka dni prawicowa rebelia mająca skłonić elekta do nieprzyjęcia urzędu, a potem do zablokowania jego zaprzysiężenia. Prezydent nie uległ naciskowi ulicy i objął stanowisko.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej