I pewnie tak by sobie maszerował, gdyby nie gołębica, którą uznał za znak z niebios. Przysiadła na buku, w miejscu tak bajecznym, iż święty postanowił tu osiąść. Wszystko mu pasowało: widoki, wzniesienia chroniące od wiatru, rzeka w dolinie. Tak około 650 r. powstało benedyktyńskie opactwo Hautvillers, zaś tutejsi mnisi zajęli się produkcją wina.

Nie był to trunek byle jaki, gdyż mnichom chciało się pracować, a miejscowy klimat sprzyjał ich trudowi. Samym winem trudno było jednak zaimponować pielgrzymom, dlatego jeden z ojczaszków pojechał do Rzymu i najzwyczajniej na świecie świsnął relikwie św.

Pozostało 84% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej