Maciej Janowski - historyk, zajmuje się dziejami Polski i Europy Środkowej w XIX w.

Zawsze chciałem być dyletantem. Takim, który rzuca od niechcenia swoją opinię na dowolny temat, zadziwiając towarzystwo szerokim oczytaniem, błyskotliwością formy, głębią myśli. Który pisze dzieła syntetyczne i oryginalne, a zarazem lekkie i dowcipne, i do tego jeszcze zmieniające nasz sposób myślenia o świecie. Oczywiście wiedziałem doskonale, że nic z tego. Za mało wiem, za mało rozumiem. Potem zacząłem się zastanawiać, czy taki ideał dyletantyzmu (w dobrym sensie tego słowa) jest w ogóle możliwy do zrealizowania. Przypomniałem sobie te dawne rozmyślania i marzenia, kiedy wziąłem do ręki ogromnie ciekawą książkę Marcina Kuli zatytułowaną „Jerzy Jedlicki historyk nietypowy”. Profesor Marcin Kula od czasu do czasu wydobywa z szuflad wspaniałe materiały związane z postacią jego ojca Witolda Kuli, jednego z najwybitniejszych polskich historyków gospodarczych. Tym razem Witold Kula jest nieco w tle, jako adresat listów, które napisał jego uczeń i przyjaciel Jerzy Jedlicki. Otóż w lipcu 1964 r. 34-letni Jedlicki pisał do przebywającego na stypendium w Paryżu starszego o czternaście lat Kuli:

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej