Paweł Smoleński - pisarz, publicysta i reporter „Gazety Wyborczej”

Zdarzało się to nieczęsto, w sobotnie – gdy bywały już wolne od pracy i nauki z łaskawości Edwarda Gierka – lub w niedzielne przedpołudnia, zazwyczaj w okolicach świąt, gdy dobra peerelowska władza chciała zrobić prezent rządzonym. Czarno-biały telewizor marki Beryl rozgrzewał lampy i kineskop, mój Tata mościł się w fotelu pod oknem, pykając fajkę, a ja siadałem na dywanie i czekałem, czekałem, czekałem; zdawało mi się, że stanowczo zbyt długo.

Aż wreszcie się zaczynało. Charakterystyczna, niewiarygodnie dynamiczna (choć zmieniająca się z czasem) czołówka, wesoła muzyka i oto pojawiał się On – Mickey Mouse zwany po ludzku Myszką Miki. Często w towarzystwie przyjaciół – Kaczora Donalda, psów Pluto oraz Guffiego lub długorzęsej kokietki Minnie (Mini), koniecznie z kokardką między mysimi uszami i w pantofelkach na niskim obcasiku. Miki, co było widać na pierwszy rzut oka, smalił do Mini cholewki.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej