Anna Machcewicz - historyczka dziejów najnowszych, pracuje w Instytucie Studiów Politycznych PAN

11 listopada 1918 r. to symboliczna data odzyskania niepodległości – badania opinii publicznej nie pozostawiają wątpliwości, że Polacy nauczyli się jej na pamięć. Jednak o tym, że z samej znajomości dat niewiele wynika, wie każdy historyk. W tym jubileuszowym roku mamy zresztą bardzo pouczający przykład tego, jak historyczne fakty mogą nabierać różnych znaczeń, szczególnie jeżeli zbyt intensywnie stosuje się metodę zwaną polityką historyczną zamiast rzetelnej edukacji historycznej. Mówiąc całkiem poważnie – narodowe Święto Niepodległości zamieniło się w dzisiejszej Polsce w farsę, a rezultat jest niepokojący.

Tak zwany (o ironio) Marsz Niepodległości od kilku lat jest zdominowany przez faszyzujące bądź jawnie faszystowskie organizacje, które nigdy nie miały nic wspólnego z wydarzeniem sprzed 100 lat. Dzień 11 listopada, czyli rocznica przekazania Józefowi Piłsudskiemu władzy wojskowej przez Radę Regencyjną w Warszawie, został ustanowiony świętem w 1937 r. przez sanację. Ani endecy, ani tym bardziej zdelegalizowany w 1934 r. jeszcze za życia Piłsudskiego ONR nie zamierzali go celebrować. Co więcej, endecy zwalczali to święto, twierdząc, że ustanowiono je tylko po to, by uczcić Piłsudskiego, na którego oni sami z zapałem wylewali wiadra pomyj. Marsz wyruszył oczywiście z ronda Dmowskiego, teoretyka i duchowego przywódcy endecji.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej