Paweł Smoleński - pisarz, publicysta i reporter "Gazety Wyborczej"

Zaczęło się od prasowych doniesień. 31 października 1918 r. lwowskie gazety poinformowały, że następnego dnia przybędą do Lwowa, stolicy austriackiego kraju koronnego Galicji i Lodomerii, przedstawiciele Polskiej Komisji Likwidacyjnej, czyli tymczasowej administracji w walącym się zaborze austriackim. Ukraińcy uznali więc, że nie ma na co czekać. Wszak było już kilka miesięcy po zawartym w Brześciu pokoju między Ukraińską Republiką Ludową a Austro-Węgrami i Niemcami uznającym de facto rodzącą się ukraińską państwowość. Obecne w mieście oddziały Franciszka Józefa, złożone w części z Ukraińców, zajęły gmachy użyteczności publicznej i ogłoszono powstanie Zachodnioukraińskiej Republiki Ludowej, której stolicą był Lwów.

Trudno się dziwić ukraińskiej akcji, gdyż po prostu nie można sobie wyobrazić niepodległej Ukrainy bez Lwowa – polskiego miasta położonego w ukraińskim żywiole Galicji. Ale przecież Polska też powstawała z państwowego niebytu i Polacy także nie wyobrażali sobie odrodzonej ojczyzny bez Lwowa. Wywiad powstałej kilka lat wcześniej z inicjatywy Józefa Piłsudskiego tajnej Polskiej Organizacji Wojskowej meldował o ukraińskich planach zajęcia miasta. Również 31 października por. Ludwik de Laveaux, komendant lwowskiego okręgu POW, zapowiedział zajęcie miasta. Ukraińcy uprzedzili Polaków o kilka, może kilkanaście godzin.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej