Maciej Janowski - historyk, zajmuje się dziejami Polski i Europy Środkowej w XIX w.

Lewica reprezentuje uciskanych – to od dawna wydawało się oczywiste. Tymczasem widzimy, że duża część społeczeństw europejskich – często ludzie, którzy ze względu na swoją pozycję społeczną zdawałoby się powinni entuzjastycznie popierać lewicę – wyraża poparcie dla nurtów prawicowych. To zjawisko nie jest nowe.

Już w ciągu XIX w. najinteligentniejsi prawicowcy zrozumieli, że konserwatyzm, jeśli chce zwyciężyć, musi uzyskać szerokie poparcie; nie może być partią elit. Benjamin Disraeli, najwybitniejszy w XIX stuleciu przywódca brytyjskich konserwatystów, przedstawił wizję konserwatyzmu inkluzywnego, który potem określono mianem one-nation conservatism. To taki konserwatyzm, który nie dzieli społeczeństwa na „dwa narody” (bogatych i biednych), ale stara się stworzyć program apelujący do najszerszych grup społecznych. Niedawno „The Economist” przypomniał: to nie przypadek, że pierwszy Żyd (Disraeli) i pierwsza kobieta (pani Thatcher) na stanowisku premiera Wielkiej Brytanii należeli właśnie do partii konserwatywnej; to tradycyjna polityka torysów otwierania się na nowe grupy społeczne.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej