Roztacza się stamtąd niesamowity widok na wileńską Starówkę z jej zabytkami – także na Górę Giedymina z pozostałościami gotyckiego zamku wielkich książąt i charakterystyczną basztą. Wzgórze to przez lata porastały drzewa. Kilka lat temu wycięto je w pień – pewnie żeby nie zasłaniały panoramy z zamkowej wieży. Niedługo po tym, jak Góra Giedymina objawiła się postronnym w nagiej, piaskowej łysinie, zaczęły niebezpiecznie osuwać się ku dołowi jej zbocza. Zimą 2016 r. wejście na Górny Zamek zostało zamknięte dla zwiedzających (tak jest do dziś). Mało kto wierzył władzom, że to nie wyrąb drzew, ale jak tłumaczono, wzmożony ruch samochodowy u podnóża Góry, odbudowa – po ponad 200 latach od zniszczenia – Zamku Dolnego (zwanego dziś Pałacem Władców) oraz instalacja specjalnego wyciągu na szczyt spowodowały katastrofę.

Zabezpieczenie niknącego wzgórza – jednego z najważniejszych symboli Wilna – jest trudne. Jakiś czas zbocza przykrywała mało estetyczna plandeka. Niewiele to pomogło. Nałożono zatem na piasek kamieniste poletka. Niestety, po kolejnych ulewach i one zaczęły się osuwać. Pojawiły się pomysły, by Górę w obecnej postaci zlikwidować i od podstaw zrekonstruować „w bezpieczniejszej wersji”.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej