Paweł Smoleński - pisarz, publicysta i reporter „Gazety Wyborczej”

W lipcu 1956 r. flirtujący z Moskwą dyktator Egiptu Dżamal Abdel Naser nacjonalizuje Kanał Sueski. Arabskie tłumy od Kairu po Damaszek wiwatują. Zachód jest wściekły.

W październiku w podparyskim Sèvres odbywa się tajna narada premierów Wielkiej Brytanii, Francji i Izraela. Ustalają: Izrael zaatakuje Egipt, a wówczas wojska brytyjskie i francuskie rozdzielą walczące strony w „misji pokojowej” i przy okazji zajmują strefę Kanału. Wojna ma wybuchnąć po 29 października. Plan jest równie efektowny, jak głupi. Nic z niego nie wyjdzie.

PRZECZYTAJ TAKŻE: 5 listopada 1956. Piwo na pustyni

Dzień przed atakiem Izrael ogłasza całodobową godzinę policyjną w miejscowościach zamieszkanych przez Arabów. Jest na tej liście wieś Kfar Kasem, wówczas na granicy z Jordanią. Armia ma powody, by dmuchać na zimne. Nie minęło jeszcze dziesięć lat niepodległości kraju. Arabowie mieszkający w Izraelu nie lubią państwa żydowskiego. Gdy wybuchnie wojna z Egiptem – donosi wywiad – Jordania zaatakuje.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej