Rankiem 17 września do sztabu marszałka Edwarda Rydza-Śmigłego dotarła wiadomość od dowódcy oddziału Korpusu Ochrony Pogranicza w Czortkowie o pojawieniu się po polskiej stronie wojsk sowieckich. Wystarczył rzut oka na mapę, żeby się zorientować, co to oznacza. Do Kosowa, gdzie znajdował się w tym momencie naczelny wódz, nie było nawet 50 km.

Sowiety wkroczyły

O tym, że bitwa obronna z Niemcami jest przegrana, polskie dowództwo wiedziało od 7 września, gdy stolicę opuściła większość personelu ministerstw.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej