Krótki meldunek brzmiał: Na ul. Okopowej stoją trzy niemieckie ciężarówki. Ostrzelane przez powstańców zostały porzucone przez załogi razem z zawartością - m.in. karabinem maszynowym. 1 sierpnia 1944 r. o 18, zaledwie godzinę po rozpoczęciu powstania, to był prawdziwy skarb. Dowódca batalionu bez zastanowienia wydał rozkaz: „Zdobyć samochody oraz broń”. Zadanie z pozoru proste, choć ryzykowne. Niemcy poukrywali się w okolicznych domach i ostrzeliwali ulicę.

Akcję ma wykonać pluton Tadeusza Towarnickiego „Naprawy”. Natychmiast zbiera ludzi i rusza w stronę celu. Przemykają między budynkami. Wśród nich jest Lucjan Wiśniewski „Sęp”. Po latach napisze, że poza bronią krótką i granatami, ja i „Rom” mieliśmy pistolety maszynowe. Do przebycia mieliśmy krótki odcinek drogi i wkrótce podwórkami doszliśmy do domów stojących po zachodniej stronie ul. Okopowej. Przez drzwi klatki schodowej domu numer 25 zobaczyliśmy trzy samochody ciężarowe pod plandekami, zwrócone w kierunku Powązek. W jednym z nich jeszcze pracował silnik. Obok leżał zabity Niemiec.

Pozostało 90% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej