Uliczka Briusów w centrum Moskwy ma 550 m długości. Zaledwie osiem numerów po parzystej stronie i dwadzieścia jeden po nieparzystej. Ale w pierwszej połowie XX w. stężenie talentu było tam wysokie jak nigdzie indziej.

Pod siódemką mieszkali tenorzy, basy, soprany koloraturowe i primabaleriny. W latach terroru rozstrzelano tylko czworo.

Pod dwójką też artyści i inteligencja, strzał w tył głowy otrzymało 19. Pomieszkiwał tam u przyjaciółki Haliny Benisławskiej Siergiej Jesienin. Oboje popełnili samobójstwo.

Pod ósemką kompozytorzy i muzycy: Szostakowicz, Chaczaturian... Przeżyli.

Pod siedemnastką uchowali się aktorzy, rozstrzelano filozofa Szpeta, chemika Patuszyńskiego, a także inżyniera Epina.

W kamienicy na końcu uliczki reżyser Wsiewołod Meyerhold kupił w 1928 r. dwa mieszkania i połączył je w jedno. Jego sąsiadem miał być dramaturg Michaił Czechow, ale nie wrócił z zagranicznego tournée. Pozostali mieszkańcy byli w większości związani z teatrem. Sofia Hiacyntowa miała szczęście zagrać kiedyś matkę Lenina. To był jej glejt na życie.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej