Na początku kwietnia 1609 r. „Półksiężyc”, żaglowiec pod banderą Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej, wyrusza z Amsterdamu na północ. Dowodzi nim Henry Hudson, brytyjski żeglarz i odkrywca. Ma pod sobą 20 ludzi.

Hudson już kilkakrotnie na zlecenie angielskich kupców próbował znaleźć przesmyk, który skróciłby drogę do Orientu. Tym razem dla Holendrów eksploruje wybrzeże Norwegii i Syberii. W okolicach archipelagu Nowej Ziemi musi jednak zawrócić – morze jest skute lodem, nie przestaje padać śnieg, załoga grozi buntem.

„Półksiężyc” kieruje się więc na zachód. Przez Atlantyk dociera do Nowej Szkocji i posuwając się na południe, szuka przejścia wzdłuż amerykańskiego wybrzeża. Dziś wiemy, że go nie ma, a Atlantyk z Pacyfikiem połączy dopiero Kanał Panamski.

2 września 1609 r. „Półksiężyc” wpływa do rozległej zatoki i dalej w górę rzeki, którą Hudson nazywa „najświetniejszą, jaką widziałem w życiu”. Wzdłuż jej brzegów rozciąga się ląd, który urzeka żeglarzy.  Rzeka nosi dziś imię Hudsona, a ląd, dokładnie podłużna wyspa nazwana wkrótce Manhattanem, jest sercem Nowego Jorku, miasta uznawanego za stolicę świata.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej