Kazimierz Dziewanowski, „Niedzielny czwarty czerwca”, 16.06.1989 r.

Co się właściwie wydarzyło w niedzielę czwartego czerwca?

Nic nienaturalnego ani sprzecznego z od dawna już istniejącą rzeczywistością. Nic, co by zaprzeczało stanowi, który od dawna i naprawdę istnieje w naszym kraju.

To, że taka jest opinia i nastawienie elektoratu w Polsce, wiedziała każda kobieta w kolejce po mięso, wiedziały dzieci w szkołach, studenci na uczelniach, robotnicy w fabrykach i rolnicy na wsi. Wiedzieli proboszczowie, działacze opozycji, niezależni dziennikarze. Wiedzieli inteligentniejsi korespondenci zagraniczni.

A jednak jest też sporo ludzi, których to zaskoczyło, wielu z nich dumnie nosi tytuły naukowe, wielu uważa się za politologów, nawet za polityków (...), za specjalistów od propagandy, socjotechniki, opinii publicznej, telewizji; za znawców tego, czego społeczeństwo chce, co podziwia, czym się brzydzi, czego pragnie; za najbardziej uprawnionych do tego, aby nim kierować, pouczać i karcić. Albowiem społeczeństwo jest ślepe, nie rozumie swych interesów, nie potrafi zapamiętać paru nazwisk, posłużyć się długopisem, zliczyć do trzydziestu pięciu. (...)

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej