Napoleoński amok Polaków
Sławomir Leśniewski
Wydawnictwo Literackie

Bodaj w latach 80. XX w. w jednym z pism historycznych ukazał się taki rysunek (niestety, nie pamiętam autora): szwadron polskich szwoleżerów gna na koniach, wymachując szablami. Przed nimi widać przepaść, a więc pędzą na pewną śmierć. Widzą ją, ale nie zwalniają. Z ust każdego wije się dymek z okrzykiem: „Niech żyje cesarz!”. Zapamiętałem ten rysunek, bo znakomicie oddaje to, co myśleliśmy o postawie Polaków w czasie napoleońskiej epopei: że cechowały ją bezmyślna bohaterszczyzna, fanatyczna miłość do cesarza, a przede wszystkim bezkrytyczna wiara w to, że u jego boku uda się wskrzesić własne państwo.

Leśniewski taką postawę Polaków, a szczególnie szlacheckiej młodzieży, która garnęła się do napoleońskiej armii, określa w tytule słowem „amok”. Można je odczytać jako krytykę, bo tkwi w nim pejoratywny ton, ale Leśniewski, jeden z najlepszych popularyzatorów polskiej historii (autor publikujący także w naszym tygodniku), niewątpliwie jest zafascynowany zarówno samym Napoleonem, jak i właśnie postawą Polaków. Nie kryje tego: Kiedy jestem pytany, co takiego widzę w Napoleonie i na czym polega jego wielkość, odpowiadam, że w odróżnieniu od wielu innych monarchów korzystających z nieograniczonej władzy on nie okazał się krwawym dyktatorem, chociaż łatwo mógł nim zostać! Do takiego wodza jednak ranni i umierający żołnierze nie krzyczeliby „Vive l’Empereur”. A po powrocie z wygnania na Elbie nie udałoby się mu odzyskać władzy bez jednego wystrzału. Za takim wreszcie nie poszliby masowo Polacy chociaż wielu historyków (...), twierdzi, że Polaków cynicznie oszukał. Ale też nikt ani wcześniej, ani później nie dał im większej szansy na odbudowę państwa.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej