Jarosław Czubaty (ur. w 1961 r.) – pracuje w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, badacz dziejów Polski w okresie rozbiorów. Autor podręczników szkolnych, artykułów i książek naukowych

24 maja 1829 r. na placu Zamkowym w Warszawie od rana gęstniał tłum. Zapełnił nie tylko prowizoryczny amfiteatr, ale także okna, balkony, a nawet dachy okolicznych budynków. Gdy o godz. 10, przy wtórze 21 wystrzałów armatnich, oddział królewskiej gwardii konnej ruszył z Zamku do katedry jako asysta insygniów koronacyjnych, ekscytacja tłumu musiała sięgnąć zenitu – rozpoczęła się długo wyczekiwana koronacja cara Mikołaja I na króla Polski.

Cisza po wiwatach

Kilka kwadransów później insygnia poświęcone przez prymasa Jana Pawła Woronicza powróciły już w ceremonialnym pochodzie na Zamek, zaś kolejnych 71 wystrzałów oznajmiło zgromadzonym przejście władcy wraz z małżonką Aleksandrą Fiodorowną oraz dygnitarzami piastującymi symbole władzy królewskiej do Sali Senatorskiej. Wśród obdarzonych łaską towarzyszenia monarszej parze znaleźli się ministrowie i generałowie niosący Order Orła Białego, miecz, płaszcz i pieczęć Królestwa Polskiego oraz dzierżący berło i koronę senator Adam Jerzy Czartoryski i prezes Senatu Stanisław Zamoyski. Jak donosiła „Gazeta Warszawska”, po powitaniu przez prymasa oraz modlitwie wzywającej błogosławieństwa Niebios na Najjaśniejszego Cesarza i Króla, władca przywdział płaszcz królewski i – czy dziennikarska relacja tylko dziś wydaje się dwuznaczna? – zażądał korony, berła i kuli ziemskiej. Następnie prymas jedynie wręczył koronę władcy, który sam włożył ją na skronie i sam koronował również małżonkę.

Pozostało 88% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej