No i zawołał mnie. Do tej pory pamiętam. „Chodź, zobacz, coś się stało”. Ja zaniepokojony biegnę. „Co się dzieje?”. A on stoi ze spuszczonymi spodniami. I mówi: „Zobacz, nie chce mi opaść. Co mam zrobić?”. I ma penisa sterczącego na wierzchu. Śmierdzącego. No i ściągnął mi też spodnie. Powiedział, że dopóki nie ma wytrysku, to nie ma grzechu. Kazał mi wziąć do ręki swojego penisa. On mojego. I uklęknął jeszcze przede mną i wziął mojego penisa do swojej... gęby - to słowa jednej z ofiar ks. Franciszka Cybuli. Dziś dorosły mężczyzna, który zgodził się opowiedzieć o tym w filmie Tomasza i Marka Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”, w chwili zdarzenia miał 12-13 lat.

Była druga połowa lat 90. Kończył się czas największych politycznych wpływów ks. Cybuli, gdy prasa opisywała go jako szarą eminencję Belwederu. Kim był?

Folwark Pana Boga

Alfred Franciszek urodził się w 1940 r. w Gdańsku jako syn Karola Mandrysza i Heleny z domu Arendt. Ojciec był Ślązakiem i podczas okupacji jako volksdeutsch został wcielony do niemieckiej armii. Zginął w Jugosławii w 1944 r. W następnym roku na tyfus zmarła pochodząca spod Kartuz matka małego Franciszka. Osierocony chłopiec znalazł nowy dom u bezdzietnego małżeństwa z Siemirowic - Leona i Melanii Cybulów. Odtąd tak już będzie się nazywać.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej