Sto lat temu po raz pierwszy do Sejmu Ustawodawczego dostało się pięć kobiet: Irena Kosmowska i Jadwiga Dziubińska (z listy PSL „Wyzwolenie”), Zofia Moraczewska (PPS), Gabriela Balicka i Maria Moczydłowska (obie Związek Ludowo-Narodowy). A w następnych miesiącach, po wyborach uzupełniających, kolejne trzy: Anna Anastazja Piasecka i Franciszka Wilczkowiakowa (Narodowa Partia Robotnicza) oraz Zofia Sokolnicka (Związek Ludowo-Narodowy).

Były nazywane posełkami, posełkiniami albo posłami kobiecymi, czasem poślicami. Nie tak łatwo nazwać kogoś, kto jeszcze przed chwilą nie istniał - pisze Olga Wiechnik w książce "Posełki. Osiem pierwszych kobiet". Nakreśliła w niej portrety tych ośmiu kobiet, które mim odmiennych barw partyjnych potrafiły stanąć w jednym szeregu, broniąc praw kobiet.

Posełki niemal nie mają swoich ulic, nie mają pomników, nie uczy się o nich w szkołach. Teraz przynajmniej mają książkę Wiechnik.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej