– Cały system sprawiedliwości i wszyscy sędziowie z tych czasów, najciemniejszych dla Polski, z ery stalinowskiej, żyli sobie szczęśliwie nawet po roku 1990 i na dobrą sprawę nikt nie był potępiony ani oskarżony – mówił premier Mateusz Morawiecki w marcu zeszłego roku na brukselskim szczycie „A Future for Europe” (Przyszłość dla Europy) zorganizowanym przez frakcję konserwatystów i reformatorów ACRE w europarlamencie (należy do niej PiS). Miało to uzasadnić zmiany w polskim sądownictwie, a w praktyce złamanie zasad rządów prawa.

Premier powiedział nieprawdę. Powstały akty oskarżenia i toczyły się procesy stalinowskich sędziów i prokuratorów. Premier miałby rację, gdyby stwierdził, że w III RP nie skazano prawomocnie żadnego sędziego i prokuratora stalinowskiego, ale i to zdanie nie oddaje złożoności problemu.

Spróbuję prześledzić, dlaczego żaden sędzia ani prokurator stalinowski nie został skazany.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej