O 20.45, w godzinie śmierci Piłsudskiego, sięgnął po swojego starego browninga i strzelił sobie w usta. Kilkanaście minut później znalazła go nieprzytomnego służąca. W pobliskim Szpitalu Ujazdowskim (płk Sławek mieszkał w tzw. domu generalskim przy warszawskiej al. Szucha 16) lekarze stwierdzili, że kula wystrzelona z wiekowego pistoletu utkwiła w podniebieniu, ale go nie przebiła. Po transfuzji krwi i dwugodzinnej operacji wydawało się, że jest lepiej, ale o 6.45 Sławek, opatrzony wcześniej świętymi sakramentami, zmarł. Wtedy do sali wpuszczono przyjaciół, byłych premierów Aleksandra Prystora, Kazimierza Świtalskiego i Leona Kozłowskiego, a także pułkowników Wacława Lipińskiego i Tadeusza Schaetzla.

5 kwietnia Sławek spoczął na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach. W pogrzebie uczestniczył marsz. Edward Rydz-Śmigły, ale przyjaciele zmarłego otoczyli trumnę tak, by go do niej nie dopuścić. Obwiniali Śmigłego o desperacki czyn Sławka. Wśród szarf na wieńcach były i takie: „Przyjacielowi Rodziny – Aleksandra Piłsudska”, „Ukochanemu chrzestnemu ojcu – Jadwinia Piłsudska”, „Waleremu Sławkowi – przyjaciele z PPS”.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej