Charles Gabriel Pravaz, który prowadził w Paryżu Instytut Ortopedyczny, swoją strzykawkę wynalazł przy okazji prowadzonych w 1853 r. prób leczenia tętniaków. Ćwiczył na zwierzętach – wstrzykiwał im do rozszerzonych tętnic chlorek żelazowy, aby spowodować powstanie skrzepu. Metoda okazała się nieskuteczna, ale sprawdził się przyrząd: srebrna strzykawka ze skórzanym tłokiem i nakrętką motylkową. Obracając nią, lekarz mógł precyzyjnie dawkować podawany lek. Na końcu strzykawki była wydrążona w środku igła o przekroju trójkątnym. Dzięki ukośnemu ścięciu łatwo przebijała skórę.

Natomiast strzykawka wynaleziona w tym samym czasie przez klinicystę z Edynburga Alexandra Wooda miała służyć „bezpośredniemu wstrzykiwaniu opiatów w bolące miejsca”. Jej igła również była wydrążona w środku, ostra dzięki ścięciu, ale miała okrągły przekrój. Biograf Szkota, a zarazem jego szwagier, opisuje, że wymyślając ją, Wood inspirował się żądłem pszczoły.

Pozostało 86% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej