Pełne dramatycznych zwrotów obrady toczone od 6 lutego do 5 kwietnia 1989 r. były podszyte słabościami dogadujących się stron. Kryzys ekonomiczny i chaos w państwie podmywały siłę władzy, a „Solidarność” osłabiona latami represji była cieniem potęgi z lat 1980-81. zgromadzeniem narodowym, przedstawicielstwem, które miało coś ustalić. Były to pertraktacje stron, z których jedna reprezentowała władzę, ale nie była do końca pewna swej legitymizacji, zaś druga uzurpowała sobie, że reprezentuje społeczeństwo, i też nie bardzo była przekonana, czy społeczeństwo uzna warunki umowy.

Pozostało 95% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej