Wyborca o kandydacie: – To jest facet, którego da się lubić. On po prostu mówi, jak jest. O to właśnie chodzi.

Inny wyborca: – On nie jest rasistą, to kłamstwo.

Jeszcze inny: – Będę na niego głosował, bo mówi, co chcę usłyszeć.

Prezenter telewizyjny o kandydacie: – Przemawia w imieniu kierowców ciężarówek, kosmetyczek, policjantów i innych członków klasy pracującej. W imieniu tych ludzi, którymi nie interesują się zbytnio liberałowie, wykształcone elity, akademicy, dziennikarze i intelektualiści.

Kandydat na wiecach:

– Oni odnoszą się do was z pogardą, traktują jak wycieraczkę. A ja wiem, że pracujecie ciężko i płacicie podatki. Pokażemy im, że to wy jesteście większością.

– Każdy z was ma więcej rozumu w małym palcu niż redaktor „New York Timesa” w głowie.

Donald Trump? Nie, George Wallace, pół wieku temu.

Południowe bezprawie

W styczniu 1963 r. nowy gubernator Alabamy George Wallace wygłosił przemówienie inauguracyjne. W grubym granatowym palcie stał na złotej gwieździe wmurowanej w schody stanowego Kapitolu w Montgomery upamiętniającej zaprzysiężenie Jeffersona Davisa na prezydenta Konfederacji w czasie wojny secesyjnej.

Pozostało 89% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej