Krzysztof Wielicki – (ur. 1950) piąty człowiek na świecie, który zdobył Koronę Himalajów i Karakorum. Był pierwszym, który zimą zdobył Lhotse, Kanczendzongę i Mount Everest. Jako pierwszy człowiek w historii zdobył ośmiotysięcznik Broad Peak w ciągu jednego dnia, w czasie 16 godzin. Na trzy ośmiotysięczniki – Broad Peak, Gaszerbrum II oraz Nanga Parbat – wszedł samotnie. Był kierownikiem zimowej wyprawy na Makalu w 2001 r. Zimą 2003 r. prowadził wyprawę na K2, zimą 2007 r. – na Nanga Parbat, a w 2013 r. – zimową wyprawę na Broad Peak

MARTA GRZYWACZ: Widział pan, jak Lhotse zabiera ludzi. A jednak pan nie odpuścił.

KRZYSZTOF WIELICKI: Pierwszy raz, w 1985 r., chcieliśmy zdobyć szczyt od południowej strony. Wielkie wyzwanie dla himalaistów, pionowa ściana, najpiękniejsza w Himalajach. Moim partnerem był Mirek „Falco” Dąsal. Jurek Kukuczka szedł wtedy z Rafałem Chołdą. I już po założeniu lin na wysokości 8000 m, gdy schodzili do bazy, Rafał się poślizgnął i spadł. Wtedy zrezygnowałem z ataku, uznałem, że nie mam ochoty dalej się wspinać, zresztą wyprawa i tak się już kończyła. Za drugim razem, w 1987 r., szedłem z Arturem Hajzerem. Warunki były bardzo trudne. Spędziliśmy noc w jamie śnieżnej przy huraganowym wietrze, więc postanowiliśmy zejść, co zresztą było tak samo trudne jak wejście. To wtedy lawina seraków zabrała nam lekarza Cześka Jakiela, a Walenty Fiut został ciężko ranny. Ale nie poddałem się i w końcu wszedłem na Lhotse w 1988 r.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej