Rok po dojściu do władzy Władysława Gomułki partia znów miała powody do niepokoju. Chociaż I sekretarz wciąż cieszył się społecznym poparciem, to na horyzoncie zbierały się ciemne chmury. Kierownictwo Służby Bezpieczeństwa obawiało się, że w razie gdyby znów doszło do masowych protestów, państwo nie zdoła opanować sytuacji.

W II półroczu 1956 i I półroczu 1957 nastąpiło poważane pogorszenie stanu bezpieczeństwa i porządku publicznego na terenie kraju – czytamy w raporcie dla władz MSW. – Notowano liczne wypadki pobicia funkcjonariuszy MO oraz grupowe wystąpienia o charakterze antypaństwowym lub chuligańskim, w czasie których atakowano nawet budynki jednostek MO. Aparat MO nie był w tym okresie przygotowany do zwalczania grupowych wystąpień antypaństwowych. Nie szkolono w tym kierunku kadry MO, a poza tym brak było w MO specjalnych zwartych oddziałów do wykonywania tego rodzaju zadań. Uzbrojenie MO nie uwzględniało zupełnie środków niezbędnych w walce z wystąpieniami grupowymi (pałki, środki chemiczne, armatki wodne), a minimalne wyposażenie sił MO w środki lokomocji i łączności radiowej utrudniało szybkie i sprawne wykonywanie działań milicyjnych.

Pozostało 91% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej