Żeby doszło do zbrodni, poprzedzić ją musi słowo. Jesienią 1919 r. nikomu wówczas nieznany Adolf Hitler napisał list do Adolfa Gemlicha, współtowarzysza broni z okopów I wojny światowej. Wśród nas żyje obca, nieniemiecka rasa, która nie chce i nie potrafi wyrzec się swoich cech – cytuje list Hitlera szkocki pisarz, historyk i filmowiec Laurence Rees w książce „Holokaust” – a mimo to cieszy się takimi samymi prawami politycznymi jak my. Wrogiem jest – objaśnia dalej przyszły dyktator – Żyd. Wszystko, co każe ludziom walczyć o wyższe sprawy, czy to będzie religia, socjalizm, czy demokracja, dla niego jest tylko narzędziem do osiągnięcia celu, zaspokojenia żądzy bogactwa i dominacji. Jego działalność wywołuje wśród narodów rasową gruźlicę. Hitler dodaje, że ostatecznym celem każdego niemieckiego rządu powinno być bezwzględne i całkowite usunięcie Żydów.

Pozostało 92% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej