Była piąta rano, ciemno, zimno. Podobno tego dnia mżył deszcz. Walili w drzwi, policja albo gestapo. Sąsiedzi? Wyrwani ze snu pewnie wyglądali przez okna i uchylone drzwi, nie rozumiejąc, co się dzieje. A może rozumieli dobrze. Może współczuli, a może czuli satysfakcję. Podobno, wspominał jeden z deportowanych, ktoś krzyknął: „Jeszcze wrócicie!”. Odważny.

29 października 1938 r. podczas tzw. Polenaktion z Niemiec do Polski deportowanych zostało 17 tys. Żydów z polskimi paszportami.

Niemieccy Żydzi z Polski

– Jak musiał się wtedy czuć ojciec – zastanawia się Jaqueline Hopp, patrząc na zdjęcie szczupłego, przystojnego nastolatka, młodszego niż dziś jej córka. – Wystraszony, niepewny, zagubiony. Nagle wyrwany z własnego życia. Straszne.

Jaqueline, rocznik 1956, siedzi w salonie swojego domu w prestiżowej berlińskiej dzielnicy Grunewald. Wokół ambasady, konsulaty, kancelarie adwokackie. Grunewald kojarzy się z luksusem i wyższą klasą średnią – lasy, jeziorka. Idylla. Na stacji kolejki miejskiej niewielki pomnik: stąd deportowano berlińskich Żydów do obozów w okupowanej Europie Wschodniej. O tym Jacqueline Hoppe wie, jak większość berlińczyków. Nie wiedziała jednak, że kiedy w czasie wojny z Grunewaldu odjeżdżały pociągi z niemieckimi Żydami, jej rodzina deportację na wschód dawno miała już za sobą.

Pozostało 87% tekstu
Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej