Sendlerowa w ukryciu
Anna Bikont
Wydawnictwo Czarne

Załamało mnie, w pewnym momencie jej nie lubiłam, a nie chciałam uczestniczyć w obalaniu mitu” – powiedziała Teresa Torańska, która próbowała napisać biografię Sendlerowej. Trudno się dziwić. Czytaniu książki Anny Bikont towarzyszą zdumienie i rozczarowanie. Chociażby wtedy, gdy autorka zestawia relację naocznego świadka ostatniej drogi Janusza Korczaka na Umschlagplatz („wlókł nogę za nogą, jakiś skurczony, mamlał coś od czasu do czasu do siebie”) z wersją Sendlerowej („idzie wyprostowany, z twarzą – maską, opanowany”). Dlaczego osoba, której działalność zasługuje na ogromne uznanie, zmyślała przebieg zdarzeń, w których nie brała udziału? Nie ma na to ani łatwej, ani trudnej odpowiedzi. Bo chociaż „Sendlerowa w ukryciu” to książka demaskatorska, to jednak nie oskarżycielska. Gdy Sendlerowa fałszuje czas konspiracyjnej aktywności, by uzyskać wyższą emeryturę, albo próbuje po wojnie uzyskać od Uniwersytetu Warszawskiego zaświadczenie o zdanym egzaminie magisterskim, do którego nie przystąpiła, Bikont, zamiast sądzić, stara się rozumieć. Gdy to okazuje się niemożliwe, stawia znak zapytania albo wybiera najbardziej życzliwą interpretację.

Artykuł dostępny tylko w prenumeracie cyfrowej Wyborczej

Wypróbuj cyfrową Wyborczą

Nieograniczony dostęp do serwisów informacyjnych, biznesowych, lokalnych i wszystkich magazynów Wyborczej